🎧[Seja sua Versão Preferida] sustentar o vazio: o que muda quando você para de fugir de si mesma?
40m 50s
Transkrypcja stanowi dyskusję o powieści Agathy Christie "I nie było już nikogo" w kontekście filozoficznym. Rozmowa koncentruje się na kluczowych tematach książki: odpowiedzialności moralnej, naturze sprawiedliwości i prawie do wymierzania kary. Wykorzystując koncepcje filozoficzne (m.in. Romana Ingardena), prowadzący rozróżniają działanie odpowiedzialne – oparte na świadomości i przewidywaniu skutków – od zewnętrznego pociągania do odpowiedzialności przez osąd trzeciej strony, co ucieleśnia tajemniczy morderca na wyspie. Analizowane są poszczególne postaci ofiar, jak Emily Brent czy doktor Armstrong, by zilustrować różne postawy wobec winy – od całkowitego braku refleksji po wewnętrzne rozliczenie. Dyskusja podkreśla dwuznaczność sprawiedliwości wymierzonej przez mordercę, który sam staje się zbrodniarzem, oraz filozoficzne wątpliwości co do możliwości sprawiedliwego osądu, gdy brakuje pełnej wiedzy o intencjach i okolicznościach (nawiązanie do Piotra Abelarda). Podsumowując, powieść Christie jest przedstawiona jako głęboko filozoficzna zagadka, kwestionująca proste oceny moralne i zachęcająca do refleksji nad istotą odpowiedzialności i granicami sprawiedliwości.
Do pięknego dołą na wyspię odciętoj od świata trafia dziesięć osób. Wydaje się, że nic ich nie łączy poza osobą, która ich zaprosiła. To, tej mniczy pan ołen, któryku w zaskoczeniu zaproszonych gości na wyspię się nie pojawia. W państwie filozofów zagadka zbrodnia i kara i sprawiedliwość, która dopadnie tych, którzy wymknęli się odpowiedzialności. W państwie filozofów kryminał Agatek Ristii i nie było już nikogo pierwsze wydanie 1939 rok. Profesor filozofii Anna Hainte Reku, Uniwersytet J. Piotr J. Zabraszamy do kryminalnego państwa filozofów. Dzień dobry, pani profesor. Dzień dobry. Cytat, nieco dłuższy. Jeśli przyjmiemy hipotezę, że ktoś chciał zabawić się w sędziego w wypadkach, w których litera prawo okazała się bez silna, musimy się zgodzić, że miał tylko jedną drogę do wyboru. Pan ołen mógł nie wzbudzając podejrzeń przybyć na wyspę tylko w jeden sposób. Sprawa jest zupełnie jasna. Pan ołen, to ktoś z nas. I już państwo mniej więcej wiedzą o co chodzi, to zaczynamy. Lubię panu. Panie profesor, o studio jest tylko o sądwiosowy. Już. Już. Już. Panie profesor, lubi kryminały. Nie, że lubi. I czy kryminały mają filozoficzne potencjał? Ja myślę, że czy miś też ma potencjał filozoficzny, więc kryminały, tym bardziej jak to są już kryminała, a gaty Kristina to to ogól, to jest dużo filozofi. Tu zasadzie jak przyjrzył się każda postać. Jest głęboko i mocno naznaczona filozoficznym pytaniem, bo już pierwsza ofiara Antoni Marston, młody, lekko myślny chłopak, którego zbrodnią było to, że za szybko jeździł i potrącił, zabił dwójkę dzieci. To już mamy niezwykłe pytanie, bo Antoni Marston, Ginię I i, zesadzie jak już na koniec się dowiemy, on Ginię I pojesz tego, zbrodnia jest chyba najniżej ceniona, jako najmniej taka. Najmniej wątpliwa. Tak, i obciążająca, czyli ten wypadek drogowy jest tu bardzo lekko tak moralnie traktowany. A ja myślę, że jakby klucz był taki, że ten pierwszy Ginię, bo tak naprawdę była największa pewność, że on to zrobił, to zostało dowiedzione, tylko karę go nie spotkałam, się wywinął karzę. No i cały czas pozostawał lekko myślny, czyli cały czas jeździł jak szalone, w ogóle nie brał odpowiedzialności, i za to zrobił tak. Tak, więc tu rzeczywiście może być też ten trob. Natomiast myślę, że to jest interesujące, jak sobie zadały pytanie właśnie o kwestie odpowiedzialności. Po zasadzie cała historia jaka tu się dzieje na wyspie żołnierzyków, to jest historia dotycząca odpowiedzialności. I myślę, że ważnym jest to, to co zwrócił w Agromaningarden, że jest ogromna różnica pomiędzy działaniem odpowiedzialnym, bo wtedy ja muszę już zacząć działać ze świadomością skutków, jakie zostaną wywołane przez moje działanie, czyli jestem podmiotem wtedy świadomym, gdzie wybieram, co chce zrobić, jak to chce przeprowadzić cały czas na każdym etapie i projektowania, działania i potem wykonania, licząc się z konsekwencjami i biorąc je na siebie. To ciężko robota jest, to muszę pani powiedzieć, że to jest to chyba zabawnego, jak najbardziej. Czyli rozum musi cały czas pracować. Ja właśnie bym mieć taką powiedziałem meta świadomość, której zadaje sobie pytanie, dlaczego zmierzają moje działania, co ja tak naprawdę w tej chwili robię, jakie są skutki nie tylko do razy, ale np. długo falowe, bo to jest też tutaj istotne. To jest pewien stan, ale zupełnie innym stanem będzie pociągę niedodpoiedzialności, bo ktoś może i tutaj mamy właśnie tego Antonnego Marstona być osobą, która po prostu jest, przeda do samochodu, naciska, pedał gazu i nie patrzę na konsekwencję. I potem pojawia się policja, pojawiają się prawnicy, pojawia się sąd. I to jest to najbardziej takie, powiedziałem, bym dosłowne pociąganie do odpowiedzialności. Ale jak przyjrzymy się tym intensią ingardena, to tutaj najważniejsze dla ingardena, bo może nie tyle fakt, że mamy choćby z tą strukturę sądową, która będziemy pociąga do odpowiedzialności, co ważniejsze dla ingardena było to, że mamy kogoś zewnętrznego. To jest ten głos, który nie jest mną, to nie jest moja sumienie, to nie jest moja świadomość, to nie jest moja wrażliwość moralna, tylko pojawia się trzeci, który wchodzi w taką rolę osoby, która zasądza nakładami tą odpowiedzialność. Pokazuje mi, że to, co zrobiłam, jest złe, że skutki tego działania są bardzo negatywne. I dla Romana i Gardena pomiędzy tym działaniem odpowiedzialnym, gdzie mamy tą wyrobioną świadomość, gdzie mamy też taką odpowiedzialnym głębie etyczną, a pociąganiem do odpowiedzialności kogoś, mamy rozpaczliwą rozbierzności. To tutaj pan ołem, ten nie znajomy, chce pociągnąć do odpowiedzialności, rozumiem tych, którzy, których zaprosił na wyspie żołnierzyków, on nie wszyscy, w jakiś sposób wymknęli się karze, karajek nie dosięgnęła. No i jeden z tych dziesięciu wymierza tę sprawiedliwość. I ona tę sprawiedliwość, chyba nie jest odpowiednia dopwinę, czy karaj nie jest odpowiednia do winy. No i to jest drugie pytanie fundamentalne, też chwilozowicie. Bo każdy z nich pogodowoli ginie. To ma prawo do wymierzania kary. Emanuele Wina zwracał uwagę na to, że ten trzeci, który jest świadkiem, on nie może zapomnieć, on musi pamiętać okrzywdzie tego, kto został skrzywdzony, ale też zwracał uwagę na to, że jest to wrzucanie w świat zła. I teraz jak przyjrzymy się całej tej historii, to zaczyna się od Antonego Marstona, potem ginie etel Rogers, potem ginie General John McArthur, wreszcie Thomas Roger, wreszcie Emily Brent, straszna dowodka swoją drogą, która do końca jest przekonana o tym, że ona nic złego nie zrobiła, ginie, senja, Lawrence, Wargrafe, mamy doktora Edward Armstronga, który ginie jako 7, William Blair i Firmy. Prywatli, detektyw, dodajmy. Lombard, podróżnik, też młody człowiek, w tym towarzyswie. Na końcu popełnia samobójstwa Vera Clayton, chociaż oczywiście możemy się zastanawiać, czy Clayton Hall, rzeczywiście popełniła to samobójstwo, potem się dowiadujemy, że tak naprawdę była zmanipulowana, więc to nie było do końca samobójstwo. Ale weżo, ty sumie nie, jednak na to krzesło doprowadziły. Natomiast od gdzieś w zasadzie General John McArthur czy o tej trzeciej śmierci możemy obserwować, w jaki sposób mordercę bawi się tymi ludźmi. W wraca to pytanie, kto ma prawo osądzać, kto ma prawo skazywać na śmierć i czy w takim skazaniu na śmierć nie mamy kolejnej zbrodni. I teraz my już wiemy z finalu tego listu w butelce, które nam wszystko rozwiązuje, a państwu nie powiemy do końca, kto zabił, żeby nie psuć zabawy czy tania, czy oglądania. Chciałabym, że książka jest niesamowita, więc czytania dobra rzecz, ale ten, kto zabił sam pisze o tym, co zrobił jako o zbrodni. To jest wymieranie sprawiedliwości dla mordercy, ale równocześnie on nie pudruje, nie uchyla się przed tym, że morduje mało tego, jego to cieszy. On chciał popełnić zbrodnie do skonałom i o się tym upaja. Tak samo jak upajał się strachem swoich ofiar, doprowadzanie mi ich do już sytuacji z krajnej i to mordowanie było dla niego bardzo przyjemnym aktem. Nie było to wyzwolenie dla tych, którzy zostali ukarani. Tak, ale co to dało? No bo jak przyjrzymy się też ostatniej ofierze, czyli wierzę "Cleidhorn". To z jednej strony jest to kobieta, która może budzić w nas ogromną od razu, bo jako nauczycielka nie tyle dopuściła, żeby małe dziecko zginęło, ale tak naprawdę przyczyniła się czy wręcz, zabiła to dziecko, bo pozwoliła mu na coś, co z góry było, wiadomo, że będzie zabójcze dla tego dzieciaka. Potem tak się zachowywała, jakby nic złego nie zrobiła. Dalej, jakieś wyżu, tu sumienia się w niej pojęciało. Tak, tak, bo nie zaszprzesto popełnia samompuśćstwo. Tylko cała ta jej herstoria. To wszystko, co ona doświadczyła. Jakby pokazuje, że ten akt sądzenia nie jest taki jednoznaczny, bo z jednej strony ona długo wypierała swoją zbrodnię, chociaż wiedział, że zabiła. Nawet wiedziała, dlaczego to zrobiła. Ale wypierała tę swoją zbrodnię, po czym coraz mocniej konfrontując się z rzeczywistością na wyspiescymi pozostałymi śmierciami nieako przyjmowała tą odpowiedzialność, doświadczyła ogromnego strestu takich torturręcz psychicznych, co doprowadziło ją do tej samobójczej i myśli potem działania. I myślę, że te tortury, które ona przeszła, ta cała jej droga na wyspie, to w jaki sposób ona musiała przeżyć swoją zbrodnię, było równie okrutne i równie zbrodnicze. Ona była właśnie taką ofiarą, której w prawdzie przestępca, a równocześnie ten, który osądza, dał szansę, żeby skonfrontować się ze sobą, ale całkowicie nie dał jej szansy na tak naprawdę przepracowanie tej traumy, czy wyciągnąć jakiś wniosków, tylko od razu prawda final. Do kryminał Agatek Resty, w państwie filezofów, wrócimy za moment. I nie było już nikogo. Kryminał w państwie filezofów, kryminał Agatek Resty, dziesięć osób trafia na wyspę do ekskluzywnego domu i po kolei zaczynają w tej wili, ginoć. Sprawca musi być tak naprawdę logicznie się zastanawiając nad tym, musi być wśród nich. I tu jest zagadka. Wziąłem ze sobą książkę "Diorgio Koli na rodziny filozofii", bo w tej książce chyba tak powinienem powiedzieć, jest jedna bardzo istotna rzecz, a która mówi o tym, że poza szaleństwem, który jest źródłem mądrości, to zagadka staje się również początkiem filezofii. A zagadka łączy mi się z kryminałą. Dlatego kryminał jest bardzo filozoficznym tekstem, skoro filozofia wziła się ze zdziwienem na cwiatem, rozwiązywanie zagadek, zagadek kryminalnych, to filozoficzna analiza, zresztą Agata Clistii też słynęła z tego, że uwielbia bardzo logicznie prowadzić się tą swoją strukturę zbrodyni i zawsze podpowiadała nam, więc po tych symptomach można by było dedukować i odkryć, kto był zabójcom. Cał już pokazuje, że logika tutaj jest szale, nie ważna ilogika rządzi. Natomiast. - No ile logika jest ważna filozofii? - To narzędzie. Narzędzie, które porządkuje myśli, tak jak Aristoteles wskazywał na to, w momencie kiedy potrafimy zapanować nad porządkiem naszego myślenia, mamy dobrze, zdefiniowane pojęcia, potrafimy budować sensowne sądy, to choćby na zasadzie dedukcjony będą nas prowadziły do wniosków. Więc tak, to bardzo ważna narzędzie. - Niezbantne, był prawieć filozofię? - No myślę, że tak. Oczuście musimy pamiętać, że logika się zmienia, no bo w przypadku klasycznej, oćbyła Aristotelesa, prawo niesprzeczności będzie nam wyraźnie, mówiło, że nie możemy dwojeć, orzekać o jednym podmiocie, czyli nie może być tak, że załóżmy Emili Brent jest winna i nie winna zarazem, tylko albo jest winna, albo jest niewinna. Ale skoro znalazła się na wyspie, to pewnie jest winna. Ale mamy też logikę w dół u Heglach, który powierze, byt i niebyt są tym samym związku z tym, można powiedzieć, że Emili Brent jest równocześnie winna i niewinna, bo jej wina polega na tym, że nie jest świadoma swojej winy, a jej niewinność polega na tym, że ulega pewnym doktrynom jest fanatyczką związku z tym, to co zrobiła jest zgodne z jej doktrynami. No i ta dialektyka tutaj powoduje, że ta wina i niewinna jest równoczesna. Emili Brent jest to skarżana bezwysględne zwolnienie z pracy ciężarnej służącej, która się załamała, po tym zwolnieniu. Tak, ginii trzeciego dnia. I popełniła są obójstwo. Sam bójstwo. Winna czy niewinna to Emili Brent? Pan Owen uznał, że winna. Karą śmierć. Tak, natomiast sama Emili Brent i to chyba jest moim zdaniem jej największa wina, nie będzie miała nawet momentu refleksji, że coś jest nie tak, bo jednak pozostałe osoby, które zostały na tę śmierć skazane i zaczęły konfrontować się z tym, co zrobiły, brały tą odpowiedzialność. Takie ingardenowski sposób brały odpowiedzialność za swoje czynne. Czyli wraz ze świadomością, że ktoś jednak się domyślił, następował konfrontacja z tym, co było domyślane, co było zrozumiane z ich życiorysu. To było istotne, bo jeżeli przyjrzymy się, np. doktorowie Edwardowi Armstrongowi, to on miał swoją zbrodnie bardzo ukrytą. Ukrytą pod pozorem, tak naprawdę, nawet nie tyle błędu lekarskiego, co pewnie nie w prawności, bo tak zostało w pewnym momencie jego czynsko skomentowany przez policjanta, który badał już śmierć, w tych dziesięciu osób na wyspie i ten policjant, który przybyła na wyspę, analizuje całą sytuację, dochodzi do wniosku, że jedyną winą Amstrąga była właśnie taka niewprawność. Ale. Przeprowadził operację, popijana, mął of myśl. No właśnie. I sam. Jakoś, że był młody, to był początek jego praktyki. Ale sam Amstrąg już się tak nie usprawiedliwia. On im dłużej trwa ten proces na wyspie, to on jakby sam siebie zaczyna oskarżać i to robią inni. Natomiast Emili Brent nigdy tego nie zrobiła. On nas robi przypomina Ginny i cały czas on jej myśli w kategoriach takiego w strentu, że to jest ta, która przeciwstawia się prawu boskiemu. Więc dla Emili Brent ona miała prawo do tego, żeby tę dziewczynę wrzucić i czuła się wręcz z tego dumna. Co ona pozostaje tutaj jakby nie jedynanie złamania, swoim sumieniem, swoim przeżyciem, czy taką wrażliwością. To pokazuje, jak bardzo fanaty, jest jak bardzo indoktrynacja, może spowodować, żeby nie będziemy widzieć tego, co robimy. Jak ustalić odpowiedzialność za popełnione przestępstwo? No i to jest drugi problem, ogromny. No bo jak weźmiemy, na przykład takiego sendia Earl Greywa, to z jednej strony wykonywał swój zawód. Bardzo dobrze. Zpewną do ząb lubości, skoro mówiono o nim, że to jest sendia od wyroku, wyszmierci. Natomiast jego przypadek jest tutaj bardzo trudny. W zasadzie zostaje oskarżony o to, że manipulował, że zbyt szybko przechodził do wniosków, że upajał się władzą. To jest jedna rzecz, ale jest jeszcze jeden zarzut, że z pobudego sobistych jakby skazał jednego z oskarżonych na śmierć. Że coś tam było takiego, co łączyło, i tego oskarżonego i sendziego. Tylko tego się tak naprawdę nigdy o to, a gata Chrissinie dowiadujemy. Ona tego nie wykłada wprost, więc jest sugestia, pojawiają się takie wspomnienia tejże sprawy, natomiast nie jest to nigdy udowodnione w książce, więc stąd można powiedzieć, że nulgra w nie jest tak naprawdę winyny, natomiast wygląda jak winyny, albo uczestniczy i to może być jego największą winą, uczestniczy w systemie, który będzie bardzo mocno wiktimizował. Tych, na których podejrzenie zostaje zrzucone, uczestniczy w systemie, który pozwala na zabijanie ludzi. I to być może się jego największa wina rządek skwapliwie z tego systemu i przywilejłby ci asędzią korzysta. Czem jest sprawiedliwość pani profesor? Panie, że tak tożny. Ale musiałem zapytać. To sprawiedliwie, bo mogę powiedzieć, bo sprawiedliwie porówną wszyscy zostali skazani na śmierci. Tylko, że sprawiedliwość nie jest ilościoła. Ale dlaczego właściwie nie? To porównajmy, jaka jest wina. Ale właśnie jak to porównować? Jak można skazać na śmiercie kogoś, kto jest starą dewodką, która żuła zgodnie ze swoimi zasadami? Nie przyłożyła prawdę pistoletu nikom do skronie, nie szczelała. Ona tylko zrobiła coś, co uznawała nie z jedynym możliwym wzaistniałej sytuacji, czyli swojej pani, która uniejpracowała, Ginni, kazała, opuścić jej dom, gdy ta zeszła w ciąże. Dobrze. To ja powtórzę pytanie, czym w takim razie jest sprawiedliwość? Odpowiedź może być taka, że jest pewnego rodzaju próbom, bo z jednej strony sprawiedliwość byłaby z powrotem takim upodmiotowienieniem Ginni, czyli uśpia domieniem Emilie Brend, że zrobiła coś złego, że potraktowała tą Ginni jako nieczłowieka, odebra jej prawa, odebra jej godność, odebra jej podmiotowość za co, za co tylko, że jest w ciąży, no co w tym złego? Emilie, w każdym razie, po trzecim trupie znalezionem w domu, widzi, że coś dzieje się nie dobrego. Tak, nawet się przejmuje brzęczenie mosa. Temu tewarzyszy jeszcze wierszyki, który jest bardzo istotny, który wprost opisuje właściwie w jaki sposób kolejne osoby będą ginąć i każdy w swoim pokoju taki wierszyk ma. Atmosfera robi się gęsta. W pewnym momencie, jak Agata Christi to sprytnie opisuje, wchodząc niejaków głowy, każdemu z bohaterowi poznajemy ich i myśli i jest rzeczywiście ciężko. Jest ciężko, ale jest też właśnie dwuznacznie, co ja się za głowę złapałam na pytanie o o sprawiedliwość, bo teraz jak przyjrzymy się etel rożę i to masowi rożę, to pojawia się pytanie, co oni tak naprawdę zrobili? Czy to było z premedytacją, zabicie człowieka, czy to było zaniechanie, jeżeli zaniechanie to też to było zaniechanie z premedytacją, czy może to jest przypadek, które oni wykorzystali. I tu za każdym razem jednak mamy inną jakość działania i wiadomo, wykorzystanie przypadku też może być bardzo głęboko nieetyczne. I w ich przypadku, chyba czymś takim mamy do czynienia. Natomiast ich przypadek mi się dobrze pokazuje dwuznaczności, tego co nazywam sprawiedliwością, bo chyba bardzo trudno o sprawiedliwość, gdy nie znamy wszystkiego. To jest coś, co pokazał Piotr Abelard, bo Abelard, swoich pismak etycznych zwrócił uwagę na to, że nie jesteśmy w stanie ocenić człowieka dla Abelarda, ponieważ nie siedzimy w jego sumieniu w głowie, w świadomości. My możemy tylko ocenić skutki działania, ale już człowieka nie, bo nasze działania mogą przyjść bardzo złe skutki, ale to nie znaczy, że myśmy robili coś złego. No i tutaj wracam do choćby etel roże, która ginia jako druga służąca, która została oskarżono o to, że nie udzieliła pomocy swojej ciężkochorej pracodawczyni. Natomiast równocześnie możemy spytać, czy my wiemy, co tak naprawdę się działo między tą etel roże z A.A. pracodawczynią. Może było tak, że ta kobieta nie chciała przyjmować jakieś lekarstwy. A etel nie chciała męczyć tej kobiety, tymi lekarstwami. Więc zaniechała pewnych dziań, które powinna cały czas spełniać, ale ani intencje, ani całe nastawienie woli, tutaj mogło w niebycie negatywne. To śmierć się tej chlebudawczyni stało się czymś zbym. I Piotra Abelarda analizując to, jak człowiek działa, zwraca nam uwagę na to, często, przez to, że nie działamy w próżni, nie działamy w laboratorium. Są inni ludzie. My nie potrafimy ich intencji zrozumieć. Sytuacja nie zawsze jest dla nas jasna. Więc często może mieć miejsce, coś, co będzie takim powiedziałabym zabrudzeniem etycznym. Czyli nie robimy tego, co powinniśmy zrobić, ale dlatego, że źle oceniamy sytuację. Czyli wydaje nam się na przykład, że lepiej będzie na przykład zaniechać jakieś udziałania, albo jest zrobić to tak jak osoba, która widzi załóżmy, że ktoś upad na ulicy. I podchodząc do tej osoby, widzę, że ktoś drugi podchodzi, trzeci podchodzi. No i może się zdarzyć, że w tym momencie już przejdzie dalej. Ale co, jestem wtedy zabrudzony? To jest poświęc. No to jest poświęc. To nie ja pomogłem temu człowiekowi, a ktoś inny. No ale też. Bo się wahałem, bo. No właśnie, i tutaj Abelard mu i czy ten człowiek jest zły. No nie, nie, koniecznie, bo na przykład założył, że inny udzieli tej pomocy. Na przykład widział, że ktoś podchodzi energicznie, już sięga po komórkę, więc dochodzi do wniosku "OK", prawda? To ta osoba się zajmie sytuacją. No i idzie dalej. Jest to dwuznaczne, bo nie mam gwarancji, czy ktoś kto podchodzi energicznie, faktycznie pomoże osoby, która ze mdla na ulicy, prawda? Ja tego nie wiem. Więc na dobrą sprawę ja powinnam podejść. Wziąła się udział w całej tej sytuacji, mógł że dla pie, żeby były dwie trzy osoby, wtedy szybciej sprawnie i pomożemy tej osobie. Ale Abelard mówi, nie przechodźmy za szybko do wniosków, bo niekoniecznie to, co obserwujemy, te skutki działania znamionują, że mamy do czynią z kimś złym, czy z kimś, kto miał złe decyzje. On nie usprawiedliwia, nie wybiela, bo to, żebyśmy mieli jasność Abelard, to pewnie by powiedział podejdź do tego człowieka, bo pomoż, prawda? Ja tylko żebyśmy się wstrzymali sądę po prostu. Tak, tak, tak. Bo żeby wydać osąd i tutaj jest właśnie tak kwestia sprawiedliwości, żeby być sprawiedliwym, to my powinniśmy mieć perspektywę wszechświata. Albo tej osądzanej osoby, chociaż i też nie do końca. No też nie, bo też to może być bardzo spiektywne. Tak, to prawda, że możemy się samoszukiwać przecież. I ile jest takich sytuacji, gdzie nam się nawet może wręcz aktywować takie samorzukiwanie, na zasadzie jadę, jestcie no, kątem oka widzę coś na poboczu. Każdy z tych bohaterów trochę tak samo się oszukuje, próbują odsływać albo w jakiś sposób wytłumaczyć sobie to, co się wydarzyło i dlaczego na tę wyspę żołnierzyków taka osoba trafiła. To my na wyspę żołnierzyków jeszcze raz wrócimy i wrócimy do kryminał Agate Christie i nie było już nikogo, ale to za moment. Trzecia część Państwa filizofów, a w niej Agate Christie i kryminał i nie było już nikogo. Próbowałem panie prosyrona mówić na opowieść sprawiedliwości. O zagadce chciałem jak najbardziej, bo wydaje mi się, że tu w przypadku kryminału zagadka jest najbardziej interesująca, ale być może się okazać, że za dużo jak zagadce będzie mówić tę państwu zdradzimy jak się kończy i nie było. I zagadki nie będzie. I było już nikogo. Ale zagadka ma swoją długą historię. Mito Swinch się proszę sobie przypomnieć pani profesor. Co to za zwierzę, które rano chodzi na czworakach w południe, na dwóch nogach, a wieczorem na trzech? Taka zagadka zadawał Swinch, zesłany przez Bogów Pod Teby, za brak odpowiedzi, czy zabrak rozwiązania zagadki człowiek ginął. Trochę jak na wyspieżą nierzyków, bo tu też trochę jak by zagadka zostaje tym dziesięciu osobą za dana. Tak sobie pąślałam, że zagadka ma w sobie coś bardzo pierwotnego, bo to, że musimy coś rozwiązać, a na końcu okazuje się, że rozwiązujem tak naprawdę kwestię własnego życia albo nie życia. Ma ten właśnie wymiar tej zagadki pierwotnej, Swinchsa, czyli takiej boski i zagadki, bo to, żeby rozwiązać problem z własną egzystencją. Ja myślę, że zagadka jest tak naprawdę bardzo hermeneutyczna. Delsie, jak się zastanowimy, no to hermeneutyka, samo to pojęcie, pochodzi od hermesa, posłańca Bogów, a Bogowi, jak wiadomo, w żadnej mitologii nie mówią wprost, tylko właśnie mówią zagadkami. To zagadka jest hermeneutyczna, bo może się okazać, że pewne pierwsze znaki, które dostajemy, nie prowadzą nas do tego, do czego nam się wydaje, że nas wprowadzą, czyli mamy najpierw ten sens literalny, potem będzie ten sens ukryty, jakiś głęprzy, a potem będzie cały kontekst. To orygenę, z gdy pisał o metodzie hermeneutycznej zwrócił właśnie uwagę na to, że ten tapłaszczyzn literalna, ona może taka dosłowna, może być wręcz zaciemniająca zrozumienie i stoty rzeczy. Dlatego potrzebujemy wejść w głąp, danego problemu, zobaczyć co jest ukryte, co daje nam takie symboliczne odczytalnie, które odwołuje do czegoś zupełnie innego niż pierwotnie nam się wydaje, ale co jest ważne dla orygenesa, ważne jest kontekst, czyli ja nie zrozumiem tego sensu ukrytego, jeżeli nie umieszczego w innych znaczeniach, w innych treściach, bo każdy symbol kulturowy ma od razu całą strukturę odniesień do kultury, do interpretacji, do nas tych, którzy coś robią z tym sensem, z tym odniesieniem. No i w tym sensie prawda zagadka może się okazać fundamentalna, bo wydaje nam się, że mówimy o przetrwaniu i tak naprawdę w tej książce, Agati, Kristi i nie było już nikogo. Pierwotnie wydaje się, że to jest zagadka, o to kto zabił, kto czycha, ale jak popatrzeć na cały ten kontekst, to może się okazać, że tutaj to kto zabił, nie ma w ogóle znaczenia, tylko ważne jest, kto ma poczucie winy, kto rozumie, co zrobił w swojej przeszłości i kto potrafi się z tym skonfrontować. Tu zresztą generał John MacArthur, który ginie jako trzeci, on jest osobą, która chyba najbardziej jest pogodzona na tej wyspie. Ten moment, w którym on siada nad brzegiem, kontempluje, mążę. Tak, tak, i wygłasza, że koniec jest już blisk. Tak, to jest taki moment, który on jakby się skonfrontował, właśnie i zrozumiał tą zagadkę, tej harmonieutyczne poziomy, bo on już nie pyta o to, kto jest mordercą i dlaczego ktoś go chce zamordować. Tylko on już zaczyna jasno konfrontować się ze swoją przeszłością, z tym jak zabił kochanka swojej żony, tak, żeby wyglądało, że wcale go nie zabił, jak wyglądały. Nie jest wątek po prostu na front, miał taką możliwość. No i tak z niej trochę skorzystało. Nie wzbudzając podejrze. Ciekawę jest to, jak opisuje relacje ze swoją żoną, zwłaszcza już po tej śmierci kochanka, kim go ona się dla niego stała, kim on się stał dla niej. Cała ta kontemplacja analiza, ona ma bardzo egzystencjalny charakter. I widać, że dla generała ma kartura nie chodzi o. co nam najpierw przychodzi do głowy, gdy czy ta maga te kristi prawda, kto zabił, kto za tym stoi. Tylko tu jest właśnie to fundamentalne pytanie, ale kim ja jestem? Kim jestem, że wykorzystałem strukturę, wykorzystałem sytuację. I co to zrobiło ze mną? Co to zrobiło ze mną i z moją żoną? To są te fundamentalne pytania i to pogodzenie. Ona jest tu szale nieważne. Bo przecież generała kartur, on czeka na śmierć, ale jako na coś, co wyzwala go z jednej strony z wyrzutów sumienia, to jest bardzo zwanego też od niego samego. Ta zagadka wreszcie zostanie rozwiązana. I to jest bardzo takie sartroskie, czy jeszcze wcześniej kierga gordowskie dla filozofów egzystencjalnych. To, co jest istotne, to, że człowiek dopóki, że jej jest sam dla siebie zagadką. I kierga, że to jest ta najważniejsza zagadka, którą musimy rozwiązać, ale jej się nie da rozwiązać. Bo dopóki ja żyję, no to cały czas się zmienia, więc ta zagadka będzie nie rozwiązywalna. To jest coś, powoduje jej tu sart, że robi ze mnie takie ciało. Ciało położone na kata falku. Ja już nic ze sobą nie zrobię. To już inni mogą mi opisywać, ale to nie będę ja. Bo to jest to ciało, które przestaje żyć. Ale jest dla mnie ciesić. Ale jaki wniosek dla mnie z tego wypływa? Z tego, że sobie uświadamiamy, że będę ciałem na kata falku. To znaczy, że jedyna ucieczka przed tą ciągle, męczącą, palącą zagadką, jaką jestem przed tą ciągą, wątpliwością, kim jestem, jest final. Stąd genera ma kartu siedzi i czeka na tę śmierć. Widzę, że ta nie przesupokuj. Panie, prosto czyta kryminą nie starająci rozwiązać zagadki za danej przez zagadę krystyczne. A patrząc na reakcje właściwie bohaterów na to, co im się wydarza. No tak, ale czy można rozwiązać taką zagadkę? To każdy z nich ma rozwiązać tą zagadkę. Ja my co najwyżej możemy z nimi współ, myślę, współkontemplować, zastanawiać się. Ale to jest ich opowieść. Każdy dla siebie jest to własną przygodą i musi ją przejść. To wiedział też nie tylko kiergegort, ale jak powaczymy na dostojewskiego, on jest często traktowany jako taki właśnie filozofek zestencjalny, który wyreżą się w swojej literaturze. Lewszesto w tak będzie dostojewskiego czytał. To prawda, ta existencja jest ciągle otwarta. I to jest bardzo męczące. To jest jedyne co my możemy zrobić. To zadawać o pytanie o siebie. Natomiast nie możemy też uciekać przed tą zagadką jaką sami dla siebie jesteśmy, bo ta ucieczka spowoduje, że jeszcze bardziej ta płapka zagadkowości będzie nas przyśladować. Ale wystarczy sobie, wystarczy pani profesor sobie nie zadawać tego pytania, kim jestem. Naleczy człowiek potrafi nie zadawać sobie tego pytania. Musiałoby być bardzo niereflekcyjną mistotą. Natomiast w momencie, kiedy choćby minimum refleksji się w naszej głowie kołacze, to wcześniej czy później możemy zacząć pytać siebie, zwłaszcza, że rzeczywistość może być zupełnie inna niż ją sobie wcześniej projektowaliśmy. No bo wracając do genera Johnna MacArthur, no to on pewnie oczekiwał, że jak wzięły pozbędzie konkurenta, to wróci sytuacja ta czysta bazowa z żoną. Czy Vera Clayton, która zabija dziecko, widząc w tym dziecku, wręcz wroga. A tymczasem, to dziecko paradoksalnie mogło być kluczem do miłości, gdyby tylko ona potrafia nie widzieli w nim wroga, a widzieli się. Mówi pani o weże, pani profesor jest tak dosadnie i jakby jednoznacznie, a tak naprawdę Wina Vera polega na tym, że nie dopilnowała kompiącego się w morzu chłopca. Nie dopilnowała, umyślnie. O właśnie. Tak troszkę umyślnie. Tak, bo powiedziała mu dopłynąć do skał wiedząc, że on tam nie dopłynie. Tak, w zasadzie powiedziała mu, żeby tam płynął, prawda? Jak się obiera tą postać, to tak, jak cebulę się obiera, prawda, ta zagadka, tam płynął, a nie ma dosadne zakończenie. Wszystko w jakiś sposób umknęli albo to prawo było nie doskonałe. Litera prawo okazała się bez silna właściwie w każdym z tych przypadków. W kolejny jest ciekawa aspekt filozoficzny, samej struktury prawa, no bo czy prawo możemy potraktować jako to, co już nas gwarantuje taką, powiedziałem równość, sprawiedliwość społeczną, możliwość etycznego działania, czy może przeciwnie. Prawo jest czymś, co jest tylko jakąś taką ramą, która wymaga tego etycznego dopełnienia i co nam daje tak naprawdę prawo. No bo temida ma być ślepa, ma nie widzieć jakie wyroki i na przyjtemat jeferuje, tutaj mają być tylko fakty. I czy ktoś popełni coś złego czy nie, tymczasem my mamy na wyspie żołnierzyków dziesięcie osób i każda z nich równo wcześniej jest i nie jest gdzieś winna. Bo nawet przy tej ewidzie, to jest ten istotny, wydaje mi się moment, że tak naprawdę ewidentnej winy tutaj właściwie żaden z nich nie ponosi. To są takie grzeszki, które mogłyby się zdarzyć każdemu z nas, może. Ja żeby wydaje mi, że problem problem nad tym. I to jest najbardziej przerażające. Że zarówno prawo czasami nie widzi pewnych rzeczy i to jest tu pojedziane wprost, ale etyka też może ich nie widzieć. Czy społeczeństwo może pewnych rzeczy nie widzieć i to jest trochę tak jak z przemocą domową. To póki sobie nie zdefiniujemy pewnych gestów, to one mogą wydawać się na utralne. Na zasadzie tak już jest, zdenerwowany, no to tak mówi. Czy zdenerwowana i tak mówi. A przycieczny przykład przemoc ekonomiczna czy przemoc taka symboliczna emocjonalna, może być równie niebezpieczna jak przemoc fizyczna, może równie niszczyć człowieka jak przemoc fizyczna, tak gdzieś nam znikną się nieaki, ale będą odciśnięte jakieś piętno w naszej świadomości. I jest wydaje mi się dużo takich elementów w naszym życiu, których my możemy nie zauważyć, bo powiemy coś, co nam się wydaje neutralne, a język będzie tutaj już bardzo mocno zaburzony. No mówimy o książce, która w pierwszym wydaniu miała w tytule słowo "murzynek", prawda? 10 muzynków, tak, i na sił tytugany kryminał w 1939 roku. I historia tytułu też jest interesujące? Tak, w oryginale, 39 w oryginale, wyszło ten litr l. Nigerse. I wiemy dobrze, że ten nigerse jest bardzo obraźliwe. To jest ten czarnuch, który był napiętnowany. To jest ta osoba, która została pozbawiona bycia osobą. Tak, właściciele niewolników mówili do swoich niewolników. W języku polskim "murzynek" niektórzy broją, że to jest pojęcie neutralne, ale nie jest. Bo też w literaturze jak popatrzymy, to pojęcie "murzyn" było używane w takim kontekście brutalnym, kolonialnym, gdzie człowiekowi o korzenia hafrykańskich odbierano podmiotowości traktowano jako kogoś, kto nie posiada odpowiedniej kompetencji, by być podmiatem moralnym. W związku z tym, teraz jak przyjrzymy się temu językowi, to fakt prawda, że w Agata Kristii pisze powieśc, która ma nie być racistowska, prawda? To nie jest manifest racistowski. Nie, ponieważ w tej nie ma, nie ma ani jednej sytuacji, którą można by było po prostu, tak dokładnie. Ale używa pojęcia, które jest obciążone przez kolonialne, przemocowe użycie, nam pokazuje jak bardzo my możemy nie zdawać sobie sprawy z przemocy, którą na przykład sami stosujemy. I stan myślę, że bardzo dobrym posunięciem wydawcy jest zmiana tytułu i nie było różni kogo to jest tytuł, który pojawia się w Stanach Zionaczonych właściwie od razu, bo 1940 roku został. Tak, tak, natomiast w Polsce troszkę później ten tytuł zacznie funkcjonować. Natomiast to jest taki moment, w którym dokonując tej zmiany językowej pokazujemy, czy przywracamy pewną neutralność temu tekstowi. Bywda pokazujemy, że pewne pojęcia są niebezpieczne, bo mogą piętnować, bo mogą ranić, mogą dotykać, więc nie potrzebujemy ich używać, można je zastąpić się. I to poszukiwanie tej dobrej mowy, które tu się wydarzyło, tym tytule, nam usiadamy z jednej strony, to o czym mówiłam, że przemoc może być przez nas nie uświadamiana, bo nie mamy jej zdefiniowanej, ale też pokazuje te takie dźwiękie sytuacje kulturowe, gdzie my możemy być tak przesiągnięcie, na przykład myśleniem, od drugim negatywnym, że nawet nie wiem, że to już stosujemy. Natomiast opiera się w dużym znaczeniu i racism, imizoginia, i ableism czy ajjism, czyli te momenty, w których wykluczamy kogoś, czymś, czy myślimy o kimś, czy robimy coś, co będzie negatywne, nie zdając sobie sprawy, bo idziemy za jakimś kulturowym znaczeniem. To też bardzo ciekawa zagadka do rozwiązania swoją drogą i już w języku. Nie powiemy Państwu, kto zabił, muszę Państwu przeczytać i nie było już nikogo kryminał Agate Christie. Kąd czemy na dziś profesory Filéza Fijan na Indyregu Uniwersytetie Gieląski, Piotr Inżewski. Dziękuję.
Podcast Summary
Key Points:
Analiza powieści Agathy Christie "I nie było już nikogo" jako tekstu filozoficznego, skupiająca się na kwestiach odpowiedzialności, sprawiedliwości i moralności.
Rozróżnienie między działaniem odpowiedzialnym (świadomym, z przewidywaniem konsekwencji) a pociąganiem do odpowiedzialności przez zewnętrzny osąd.
Krytyczna refleksja nad prawem do wymierzania kary, dwuznacznością sprawiedliwości oraz ograniczeniami ludzkiego osądu w ocenie winy i intencji.
Przykłady postaci z książki ilustrujące różne aspekty winy, od fanatyzmu i braku refleksji (Emily Brent) po wewnętrzne rozliczenie (doktor Armstrong).
Summary:
Transkrypcja stanowi dyskusję o powieści Agathy Christie "I nie było już nikogo" w kontekście filozoficznym. Rozmowa koncentruje się na kluczowych tematach książki: odpowiedzialności moralnej, naturze sprawiedliwości i prawie do wymierzania kary. in.
Romana Ingardena), prowadzący rozróżniają działanie odpowiedzialne – oparte na świadomości i przewidywaniu skutków – od zewnętrznego pociągania do odpowiedzialności przez osąd trzeciej strony, co ucieleśnia tajemniczy morderca na wyspie. Analizowane są poszczególne postaci ofiar, jak Emily Brent czy doktor Armstrong, by zilustrować różne postawy wobec winy – od całkowitego braku refleksji po wewnętrzne rozliczenie. Dyskusja podkreśla dwuznaczność sprawiedliwości wymierzonej przez mordercę, który sam staje się zbrodniarzem, oraz filozoficzne wątpliwości co do możliwości sprawiedliwego osądu, gdy brakuje pełnej wiedzy o intencjach i okolicznościach (nawiązanie do Piotra Abelarda).
Podsumowując, powieść Christie jest przedstawiona jako głęboko filozoficzna zagadka, kwestionująca proste oceny moralne i zachęcająca do refleksji nad istotą odpowiedzialności i granicami sprawiedliwości.
FAQs
Sprawiedliwość jest tu przedstawiona jako dwuznaczna próba wymierzenia kary, często oparta na subiektywnym osądzie, a nie na obiektywnej prawdzie. Pojawia się pytanie, czy ktokolwiek ma prawo osądzać innych i czy sam akt wymierzania sprawiedliwości nie staje się kolejną zbrodnią.
Książka zgłębia kwestie odpowiedzialności moralnej, granic sprawiedliwości oraz prawa do wymierzania kary. Analizuje też różnicę między działaniem odpowiedzialnym a pociąganiem do odpowiedzialności przez zewnętrznego sędziego.
Pan Owen to tajemniczy gospodarz, który zaprasza dziesięć osób na odciętą od świata wyspę. Jego intencją jest wymierzenie sprawiedliwości tym, którzy według niego uniknęli kary za swoje przestępstwa, działając jako samozwańczy sędzia.
Emily Brent, fanatycznie religijna, nie dostrzega swojej winy w śmierci służącej, którą zwolniła z powodu ciąży. Jej przypadek pokazuje, jak indoktrynacja może całkowicie zniekształcić poczucie moralności i uniemożliwić przyjęcie odpowiedzialności.
Działanie odpowiedzialne polega na świadomym podejmowaniu decyzji z uwzględnieniem ich konsekwencji. Pociąganie do odpowiedzialności to natomiast interwencja zewnętrznego sędziego, który nakłada karę, często bez głębszej refleksji moralnej ze strony winnego.
Rozwiązywanie zagadek kryminalnych, oparte na logice i dedukcji, jest podobne do filozoficznej analizy, która zaczyna się od zdziwienia. Logika służy tu jako narzędzie porządkowania myśli i dochodzenia do wniosków, co jest kluczowe zarówno w filozofii, jak i w kryminale.
Chat with AI
Loading...
Pro features
Go deeper with this episode
Unlock creator-grade tools that turn any transcript into show notes and subtitle files.