Go back

Samotność rolników. Antropologia transformacji wsi polskiej - Rozmowa z Amandą Krzyworzeką

61m 6s

Samotność rolników. Antropologia transformacji wsi polskiej - Rozmowa z Amandą Krzyworzeką

Podcast antropologiczny z dr Amandą Krzywoń-Rzeką z Uniwersytetu Warszawskiego dotyczy badań nad polską wsią i jej przemianami. Badaczka zaczynała od analizy narzekania wśród górali, później zajęła się myśleniem ekonomicznym rolników, a następnie pracą na styku warszawskich działkowiczów i lokalnych mieszkańców. Główne zmiany na wsi, zwłaszcza na Podlasiu i Mazowszu, są napędzane przez wejście do UE, co zwiększyło średnią wielkość gospodarstw i wymusiło dostosowanie do wymogów unijnych. Nowym problemem jest samotność rolników, którzy często pracują jednoosobowo, podczas gdy żony podejmują pracę poza rolnictwem, a dzieci migrują do miast. Kobiety coraz częściej stawiają warunki, unikając ciężkiej pracy w oborze. Mimo przywiązania do etosu pracy rolniczej, rodzice wysyłają dzieci na studia, co tworzy wewnętrzną sprzeczność i gorycz. Wśród rolników narasta bunt, widoczny w protestach antyunijnych, które kryją głębsze żale o utratę niezależności i kontrolę urzędniczą. Lokalne narracje, np. w Suchowoli, podkreślają niesprawiedliwość w postrzeganiu dotacji. Granica między wsią a miastem zaciera się przez urbanizację i napływ „nowoosadników” z miast, co utrudnia znalezienie tradycyjnej wsi z opowieści.

Transcription

8360 Words, 52768 Characters

Polish
[muzyka] Dzień dobry. Zapraszamy do wysłuchania kolejnego podcastu antropologicznego, przygotowanego przez zespoła antropologię niezdystytlinowanej. Dzisiaj porozmawiamy obadaniach etnograficznych na polskiej wsi. Dazywam się Łukasz Smyrski, a w razem z podkanie poprowadzi. Agnieszka Halemba. Naszym gościem jest doktor Amanda Krzywo-żeka, antropologzka Kultury i etnograwka z Instytutu Etnologii Antropologii Kulturowej, Uniwersytetu Warszawskiego. Dzień dobry. Amanda zaprasziliśmy cię do naszego podcastu między innymi dlatego, że jesteś jedną z niewieluchy antropologzek, która prowadzi badania na wsi. Co ciebie najbardziej interesuje, jakie zagadnienia, jakie problemy badawcze są przedmiotem twojego zainteresowania? Zastanawiam się, czy rzeczywiście jestem jedną z niewielu prowadzących badania na wsi. Myślę, że na wsi to sporo osób prowadzi badania, ale te badania zwykle nie dotczówsi. Tylko to jest takie miejsce wygodne do prowadzenia badania. Ja rzeczywiście skupiam się bardziej na tym co wiejskie w tej wsi. Mnie interesowało przez lata różne temat, chociaż mam wrażenie, że jest taka nić, która się ciągnie. I te tematy wolują, je ten z drugiego. Zaczynałam od spraw polityczny, co nie było moim wyborom, to było laboratorium. I jak rozmawiałam z góralami o polityce, to uderzyło mnie to, jak strasznie ludzie narzekają. Temat nie jest odkrywczy. W pracy magistersko już robiłam właśnie o narzekaniu, bo integowało mnie coś siedzi w ten sposób mówienia o tej retoryce. Później zaintergowało mnie coś, co mi wyszło, właściwie z tego narzekania, czyli taka pozornka bezpostawność ekonomiczna narzekania. I postanowiłam przyjrzeć się myśleniu ekonomicznym na wsi. Te moje aktorownictwo funkcjonuje w jaki sposób rolnicym myślą o swojej działalności. W jaki sposób uświadamiają sobie pewne mechanizmy globalne, duże ekonomiczne, w jaki sposób włączają je w swoją coś w jedną praktykę. I to było moje wadania do doktaratu. A potem zajęłam się pracą, czyli jednym wycinkiem tego, co robią wcześniej. I tym w jaki sposób ludzie przeżywają swoją pracę, w jaki sposób ludzie myślą o swojej pracy realizująjące dla nich ważne w tej pracy. I tutaj przyglądałam się tam w takim specyficzonym, bardzo świadku, takim mikroko-smosie, relacji pracy łączących warszawskich działkowiczów, właścicieli działek rekreacyjnych. I lokalnych mieszkańców, którzy wykonają dla nich zlecone prace i te wszystkie konflikty pracy, które dzieją się na tym styku. To służyły mi do przyjrzenia się właśnie temu, czym jest praca dla tych ludzi. Tutaj tej wiejskości było troszkę mniej, bo to jest bardzo specyficzna wiesz, już taka blisko warszawy i trochę miejska. Ale to błowa śpiewa jest taki wyjątek, bo wadania wiejskie cały czas drugim torem prowadzę. I staram się jakoś zrozumieć to, jak się zmienia Polska, więc bo to jest strzalenia dynamiczna sytuacja w tej chwili. Nie da się porównać tego, co się działo. Ja pamiętam, powiedzmy, sprzed 25 lat najwcześniej, coś takiego, 20 paru. I już to jest gigantyczna zmiana. To, co znam z literatury 10 lat wcześniej, 20 lat wcześniej, 50 lat wcześniej. To jest inny świat, inny kosmos. To jest jakiś taki obszar, który cały czas bardzo interesuje. Zostajmy może na chwilę przy tych przemianach, czy mogłobyś tam takie konkretne, przykłady tych zmian, co cię tak zaskakuje, w jaką stronę te przemiane na polskiej wsi mieszają. I może czy to jest taki obraz w całej Polsce podobny, czy są jakieś tutaj duże różnice regionalne? Chciałam zapytać, gdzie dokładnie prowadziłeś te debadania z Jasku z tym? Ja nie bardzo mogę powiedzieć o całej Polsce, bo zachód to jest dla mnie jednak obszar dość nieznany. Czasem sporetycznie gdzieś tam jestem przez chwilę. Głównie prowadzę banania na podlasiu w różnych miejscach, podlasia, rostoczę środkowa polska, mazałwsze, południowa mazałwsze, trochę mało polska. Także takie wschodnie, wschodnie południowa rejony. Więc o tym mogę najwięcej mówić. Te zmiany, one ty nie kają z bardzo różnych procesów. Finkrze z nich jest po prostu zewnętrzna. To jest na przykład weźcie do Unii Europejskiej. Z moich badań, to nie wеньkarze, znacznie bardziej niż transformacja ustrojowa 1989 roku, która wstrząsneła w sią, ale właśnie może nawet nie wstrząsneła. Ona zmieniła wjeść, zmieniła te realia, wymagała dostosowania, oczywiście nie mówię po gierach dla tych miejscach ustroz. Ale dla większości rolników w tej chwili te największe zmiany to jest to złejście do Unii Europejskiej. Wszystkie wymogi, które trzeba spełnić zmiany rynkowe, które się z tym biążą. Takie przemiany, które ja zaczęłam swoje badania doktoratu niedługo po wejściu do Unii Europejskiej. I różne takie zamierzenia Unii Europejskiej typu na przykład powiększanie średniej wielkości gospodarstw. Zobaczymy, że tam tak, no, świetne założenia niczym z tego nie wyjdzie. Wyszło mi do skonale. Po 20 latach widać, że to było bardzo skuteczne, oni użyli od pewnich narzędzi i rzeczywiście to się dokonało. To znaczy w różnych województwach to jest różnie, ale namazowsz uchyba ta średnia wzrosła z 7, bo 14-15 stół hektarów, czyli podwojła się wiosną. Wykościły się najmniejszego gospodarstwa. Te większe czasem to jest to, że zakupiona ziemi od sąsiadów, czasem się dzieszawi, ale de facto gospodarstwa zwiększa. Wszystkie wymogi urzędowe, które się z tym biorzą, to wszystko totalnie zmieniło strukturę funkcjonowania gospodarstw rolnych. Więc siły rzeczy wymusza zmiany. Ale te zmiany oczywiście nie zatrzymuje się na poziomie ekonomicznym. Ostatnio bardzo mnie interesuje coś, co nazwano sobie roboczą jako samotność rolników. To jest wynik właśnie tych wszystkich zmian. Kiedyś gospodarstwo było rodzinnym biznesem. Cała rodzina pracowała w mniejszym lub większym stopniu. Dziś pomagały żona, pomagała albo pracowała na full w tym gospodarstwie. W związku z czym wszystkie sprawy gospodarstwa dotyczyły całej rodziny. Rozmawiałeś o tym szkolacji. Podajmowało się decyzję wspólnie po południu. Dyskutowało się o chory krowie, ocenach, o strategii na te wiosne. To wszystko było wspólną sprawą. W tej chwili w dużej mierze, dzięki nie tylko tym zmianom, unijny, ale też na przykład mechanizacji, ale jako po sumie tej, w duchużej mierze gospodarstwa są prowadzone jednoosobowo. To jest bardzo częste, że gospodarstwem zajmuje się rolnik. Aż ona pracuje jako nauczycielka, urzędniczka, sprzedawczyni. Pcieś w okolicy. Dzieci często są wypychane do miast na naukę i często skłania na jakieś karier miejskiej. W żydatach ten człowiek pracuje sam i nawet największą obciężeniem nie jest ilość pracy. Bo przez mechanizowanym gospodarstwien to często jest dużo roboty. Zwłaszcza, że gospodarstwo jest większa, ale da się to zrobić. Ale samozność, która towarzyszy tym rolnikom jest niesamowita, bo nie ma z kim pogadać. Ponieważ wszyscy dookoła są też bardzo zajęć prowadzą gospodarstwo samotnie, samodzielnie. To taka sąsiedska wymiana, myśli też jest rzadka. Wielu sąsiadów już nie ma gospodarstw, więc nie ma też o czym z nim rozmawiać. Miem, że nież ta samotność jest taką takim nowym problemem, który narasta i będzie narastał coraz bardziej. Jak się do tego doda problemy znane z programów telewizyjnych typu rolnie krzykarzone, czyli demograficzne, czyli tożu faktycznie kobiet z dużo mniej na wsi, więc wielu z tych rolników młodszych oni po prostu mają perspektywę przepracowania samotnie kilkudziesięciu lat i umarcia w samotności na koniec. To rzeczywiście to bardzo zmienia perspektywę. Kolejną zmianą z tym związanym jest np. to, co się dzieje z kobietami na wsi, bo tego piety już bardzo często nie są zarobione mi rolniczkami, żona mi rolnika. Tak jak było kiedyś, one wywalczyły sobie emancipacje. I to są takie układy kwyra coraz częstiej z potyką na wsi, czyli ona się zgadza, wyjść z zamór za niego i zostać na wsi, ale pod pewnym warmikami. Nie waję do obory, nie będę dojść, tego nie zrobi, czasem mogę ci pomóc w tym i tym. I coraz więcej kobiet właśnie żyje na wsi, ale nie życiem rolniczym. Nawiązując do tego, co powiedziałeś, czy takie kategorie, które to przez dziesięć olecia kojarzyły się z Polską, wsiął, poczynając od repot tarzy, stereotypów, a także zdobywanej wiedzy nukraficznej przez studentów, pracę na rolnika, eto z ziemi, ten ciężki, czas letnik, kiedy idzie porażni w tego względnego odpoczęku zimą, czy to w ogóle jeszcze istnieje, czy to jest rodzaj po prostu opowiada na jej przeszłości o tym, jak było kiedyś. To jest bardzo ciekawe, bo ta przeszłość ona tam jest bardzo obecna. Mam wrażenie, że na poziomie deklaracji i rozmów bardzo często nadal to usłyszymy. Jak się przyglądamy, praktykom i temu, jak to faktycznie funkcjonuje, to jest zupełnie inaczej. Ci rolnicy, którzy mają zwierzęta, zazwyczaj krowy myliczne, to jest robota przez cały rok taka sama rano i wieczorem. i leśgo odcina dojenia, bardzo ciężka wiążąca na miejscu trudno. Jeśli ktoś ma samo zboże, co jest możliwe, tylko jeśli ma się bardzo dużo gospodarstw, bo inaczej to się po prostu nie opłaci, to też nieważne zazwyczajnie on sami wykonuje. To znaczy, jeśli ma tysiąc hektarów z bóż, to nie da się jedno osobowo w odpowiednim momencie tego zrobić, nawet przedmowiniem w maszynach. Trzeba mieć pracowników, którzy równolegle będą to robi. Oczywiście to jest opiążynia, ale to jest nie takie opiążenie jak kiedyś przyżnibach. Natomiast cała ta zmiana systemu pracy ona jest bardzo checowna dla równików, dlatego że większość z nich jest bardzo przywiązana to tego, o czym przed chwilą mówiłeś, czyli taki etos pracy równiczej, przywiązanie do Ziemi, takie wartości, no, których się uczyliśmy etnograficznie, dotyczące przeszłości wsi. I to na to jest bardzo żywe. Cześć nie oni w ciągu ostatnich, 20 lat musieli sobie przesunąć te wartości. Całe swoje życie jakoś przemienić na nowo wokół innych wartości. Wtedy kiedy zaczęli wysyłać dzieci masowo do miast, żeby zdobyły wykszałacanie wyższe. To jest pierwsza dekada 21 wieku mniej więcej. I wtedy kiedy naprawdę większość młodych ludzi i szła na studia i na wsi też było przekonanie, że to jest furtka do lepszej przyszłości. To było krótko po latach 90. Kiedy jednak była bieda na wsi i rodzice robi wszystko, żeby zapewnić dzieciom lepszą przyszłości. Wysłanie dziecka nawet na politologię zaocznął włąży. Wierzono, że to jest gwarancja sukcesów przyszłości. To się oczywiście nie sprawdziło. Ale przez te kilkanaście powiedzmy lat, kiedy to się działo. Ci rodzice, rolnicy, jednocześnie będą od przywiązani nadal do etosu pracy rolnic. Do takiego przeświadczenia, że oni są żywicielami na rodu i że wykonyją super ważną pracę. To jest ciężka praca i już przez samotto jest bardzo wartościowa. A jeszcze jak dodamy owoc tej pracy, no to już w ogóle. Z jednej strony nadal były przywiązani do tego, a z drugiej strony musieli sami zaprzeczyć z tym swoim wartością, żeby wysłać dzieci, gdzie indziej, powiedzieć im nie, nie wraca i nawieść, bo to jest uwiązanie, to się miał płaca, to jest bez sensu, idź do miasta i urządź sobie życie inaczej niż my to zrobiliśmy. I mam praczenie, że taka wewnętrzna sprzeczności teraz na wsi jest, ona gdzieś siedzi pod powierzchnią. I to czuć jakieś takie rozgoryczenie, że z jednej strony wierzymy w to, co robimy. A z drugiej strony musieliśmy to podważyć, żeby dać lepszą przyszłość w Twoim dzieciom. I to jest taki smutek i goryczko, która gdzieś tam w kwi. Myślę, że to jest jedno z źródeł tej postanów. Nie by chciała płaciątnąć jeszcze troszeczkę ten temat, właśnie tak etnograf bardzo często jest zainteresowany tym, jak ludzie na miejscu, dzisiaj z którymi rozmawią odbierają daną sytuację. Tu już troszeczkę o tym opowiedziałaś mówiąc o tej goryczy, ale czy jeszcze jakieś uczucia towarzyszą ludziom, tym mówiłem na przykład o Unii Europejskiej, o przemianach. Jaka atmosfera panuje na tej polskiej wsi, która tak się bardzo zmieniła? Atmosfera buntu bym powiedział, te wszystkie protesty z ostatni dwóch lat, które nawet w Warszawie bardzo wyraźnie wyłasły, chcieli dać. One dotuczą polityki Unii Europejskiej, ale nie tylko. Z agatą chłomę ostatnio skończyłyśmy laboratorium i na fali tego laboratorium napisałyśmy artykuł. One jeszcze nie jest opublikowane właśnie o protestach rolników. I o tym, że tak naprawdę pod protestami, podbywającymi się pod hasłami takimi antyunijnymi, kryj się dużo więcej. Tam się kryje walka, niezależność, bunt przeciwko prowadzenie gospodarstwa, pod dyktandą urzędników, ale też taki sprzeciw geopolityczny. Przeciwko, na przykład temu co się dzieje z ziarnym z Ukrainy, więc pod hasłami niby przeciwko zielona muładowi, bo tak te protesty były ukształtowane, tam się dzieje dużo więcej. Ale buntły jest bardzo dużo na tej wsi w tej chwili i takiego poczucia niesprawiedliwości, tego że kiedyś obiecano trochę coś innego, a teraz dzieje się coś innego, że trzeba. Pośnie chyba największy problem jest takie poczucia, że niezależność, która dla rolników była super ważną wartością. Oni przez długi czas robili jednak co chcieli nawet za czasów socjelizmu, byli bardzo niezależniej od państwa, a w tej chwili są bardzo mocno kontrolowani. Wszyscy jesteśmy tak naprawdę, to znaczy przedsiębiorcy też są, naukowcy też są coraz bardziej, więc to nie jest nic nie typowego, ale myślę, że ten punkt sartowy był inne. Oni byli przyzwyczani do tego, że ktoś im wchodzi na podwórko i mówi, tu ma wojupy zamknięte, czyli w krowem aż trzymać tutaj, świni nie możesz tutaj, codziennie spisuj coś i to jest coś dla nich nowego i bardzo uderzającego w takie, powiedziałbym, że podstawowe wartości dla nich. A czy jednym z takich może nie wyrażonych, eksplicitę powodów dysprzyciwu i jest też określone sposób jakby prezentowania w mediach polskiej wsi? Bo z jednej strony oczywiście w zależności od ugrupowania albo się tę wieś prezentuje w kontekście takim bardzo konserawaty w religii i tak dalej, że z kolei czasem właśnie jako takie indowacyjne gospodarstwa zmieniająca się szybko wieś i tak dalej. I moje pytanie dotyczy tego, czy wolnicy, czy mieszkańcy wsi na podla sił, które często jest właśnie prezentowane jako ta plama na wyborach? No mają takie właśnie poczucie głębokie niesprawiedliwości, że ich się w taki określony sposób właśnie przedstawia, taki paternalistyczny jako, no mówiąc, słodko, że nie się kompletnie pod tymi zewnętrznymi opisami nie odnajdują. Zdecydowanie tak. Ja bym powiedziała nawet, że ta narracja, że media pokazują nas inaczej niż rzeczywiście jesteśmy, ona jest, powiedziałbym, że nadmierna w porównaniu z rzeczywistością. Ostatnio się nad tym zastanawiałam, byłem w czerwcu w okolcach suchowali, czyli takie serce podla się. I to było bardzo ciekawe, bo oczywiście rolnicy jak zawsze właśnie mówili o tym, że miasto i tak źle ocenia, że tak mówią o tym, że rolnik dostaje do płaty z Unii Europejskiej, że to jest niesprawiedliwe, a przecież te do płaty są malutkie, a za to ceny wysokie na wszystkie na wozy, maszyny i tak dalej. I sobie właśnie nie znam nikogo w mieście, kto by mówił o tym, że rolnicy niesprawiedliwie dostają do płaty. W pierwszych latach Unii Europejskiej może tak, ale kogo w mieście to teraz obchodzi? Nikt o tym nie mówi. Natomiast mówią o tym i chcą siedzi, którzy już nie są rolnikami. I myślę, że to jest to wrażenie, które rolnicy mają, to może nawet nie media ogólnokrajowe, tylko lokalna narracja. I suchowała jest miasteczkiem właściwie, to jest takie miasteczko wielkości większej wsi gminnej, ale ze statusem miasta. No ale korządzi jak każda większa wieś jest mocno zdezagrażyzowane, mała część już jest tylko rolnikami. I ci którzy nie są rolnikami, bardzo wyraźnie, widzę o co się dzieje, czyli właśnie te do płaty, takie programa Unii i inne. I jeszcze to tego dochodzi, że ale że oni się nie załapali, bo już nie są rolnikami. I myślę, że ta narracja w sumie jest dużo bardziej lokalna niż ogólnokrajowa, ale oni są bardzo dotliwie i świadoni. Jeśli mogę jeszcze, bo wspomniałeś o suchowoli. Jeśli dobrze pamiętam, to suchowoli chyba pochodził ksiądz po piłuszko. Tewda i stąd ta suchowa była znana. Jestem ciekaw, a brapomówiż właśnie z malitych transformacji i zmian kolosalnych. Jak w tej chwili wygląda ta postać? Mówiłem o tej postaci narracja, wyobrażenie. To jest bardzo dobry pytanie, bo w tej chwili właśnie zaczyna być realizowana inwestycja. Ksiądz po piłuszko pochodził ze wsi okopy, tuż obok suchowa, jakieś 3 km w teren. I w tej chwili to jest malutka wioska, trzy drewniane hałupki na krzyż. I dawny dom księdza po piłuszko, tam nadal stoi. Kiedyś chyba można było go zwiedzać teraz, nie? Czasem tam się trafiała jakieś mini piłgrzymki, ale to nie jest jakieś takie super ważne miejsce na mapie piłgrzymkowej. No i postanowiano to zmienić. I suchowała do stała kupę kasy na inwestycje. Konkretnie 59 milionów to jest bardzo dwo. I widziałem projekt tej inwestycji. Moje poczucie estetyczne wrzeszczało, jak oglądałam te projekty, to jest taki betonowa budowla, która rozumiem, że w zamyśla architekta nawiązuje do okolicznej zabudowy, bo jest jakiś taki skośnawy, tylko stopień na chlenia jest bardziej przemuniające podchalenie, niż podlasie, ale jest skośny dach. Są jakieś takie wielkie słupy betonowe, które chyba mają nawiązywać do płotu wokół tego domu, ale to jest bardzo luźne nawiązanie. To bardziej przypomina takie nowoczesne budowle w Warszawie, coś, co powinno się znaleźć na malutkie wiosce w środku lasów, na podlasiu. I uczucia mieszkańców, wobec tego są bardzo mieszane, bo władze są oczywiście bardzo zadowolone, że udało im się zdobyć finansowanie. To jest 60 milionów, to będą miejsca pracy, a później może ściąganie i wywołanie. Pielgrzymów nowoczisz takie jest założenie, to będzie muzeum, chyba związane z kręcę po piłuszko, ale nie słysza ma nie jednego dobrego komentarza tam na miejscu. Ludzie chyba też są zmęczenie już tymi inwestycjami, bo wiedzą, że tak, ktoś jest ciągnie pieniądze, przez chwilę ktoś popracuje, pewnie nie oni sami, tylko ktoś tam inne, a potem, no potem przycież taka inwestycja wymaga utrzymania i tak daj, i później jest właściwie opciążaniem dla mnie. Więc jeśli chodzi o księdza po piłuszko, to w tej chwili ta siedzie, lokalnie w suchowo. Mi się rozzawa takie pytanie o w ogóle uzasadności mówienia współcześnie w Polsce, w terminach wieś miasto. To i taki może osobisty przerywnik, moja córka zawsze mnie prosie, żeby mama pokaż mnie prawdziwą wieś, tak on jak z tych opowieści, to tym mówi, że była się jak byłaś mała, a jaś tak zastanawiam do kątyom brać. No i właśnie chciałem się zapytać o to rozróżnienie wieś miasto czy, czy w ogóle to jeszcze można rozróżnić, jak używasz tych terminów, czy wieś staje się miastowa miasto wiejskie. Bardzo wiele jest współczesnych terminów, które to miasto z wsiąłączą. Tutaj przychodźmi na myśl taka kategoria słowackiego antropologia i uraja buzalki post-pezant, post-rollnik. On pisze jednak o mieszkańcach miast też, używając tego terminu. Więc chciałem się zapytać o twoje odczucia, co do tych terminologii wiejskie, miastów, wieś. To jest bardzo dobry pytanie i to jest pytanie, na które ja nie mam dobrej atwowieci. Ono mi od dawna, już towarzyszy, to jeszcze z panią profesor za drużynisko, już się nad tym zastanawiałeśmy u dobrych kilkanaście lat temu na tugranicą, między miastem a wsią, bo ona się bardzo rozmowa. Już nie ma takiej wsi, żebyś córkę zabrała i żeby to była ta wieś z opowieści, wydaje mi się, że nigdzie nie ma. Wieśno pewno się bardzo umia stawia, nie wiem, czy można użyć takiego schowa, z różnych względów. Chociażby dlatego, że jak już mówi mocha kategorie, to jest też kategoria nowoosadników, czyli prostą miastowi, którzy zmęczeni miastem przeprowadzają się na wieś. I to nie działkowicze tacy na chwilę, tylko po prostu się przeprowadzają. Czasami nawet zaczynają uprawiać rolę, stają się rolnikami, zazwyczaj ekologicznymi i to jest jednak nisza, ale po prostu się przeprowadzają i starają się wsiąknąć w tę społeczność, co wychodzi mniej lub bardziej. Z drugiej strony mieszkańcy wsi, tacy rydzenni, mieszkańcy wsi, oni też wraz z desagra ryzacją, jeśli o rzeczy przyjmują z życia bardziej miejskich, bo to, co myśmy etnograficznie, historycznie znali jako wiejskość, to było bycie rolnikiem właśnie praca na roli, ten rythm związany z pracą na roli. To stanowiło charakterze wsi, jak się odejnie ten superważny element, to cała ta okładanka się chwjeje, w o właściwie czymś różni człowiek mieszkający, jakieś miejscowości tuż pod Warszawą i dojeżdżający do Warszawy do pracy, od człowieka, który mieszka 60 km od Warszawy i dojeżdża do swojego pobliskiego miasta 15 km i tam pracuje w Urzędzie, albo w jakieś firmie. Niczym właściwie to czasem już dużo bardziej przypomina Saberbia, a mieszkańcy też zaczynają użyć takim życiem, więc to są bardzo triki kategorie w tej chwili. Ja czasami unika, gdy ja kategorie w sumie rzadko mówię o wsi, po prostu jako wsi. Ja zazwyczaj najmuje się rolnikami i to jest kategoria o tyle wygodne, że łatwo je uzdęfiniować, o, łatwiej je uzdęfiniować. Teraz myślę, że w tej suchowej, to jest kolejny laboratorium, które teraz zaczyna pracę i widzę, że tam się dzieje bardzo dużo ciekawego w takiej kancę społecznej tej miejscowości. I okolicznych też, to w jaki sposób ludzie w inny sposób, nowy sposób układają sobie relacje, są sieckie, towarzyskie, już nie w oparciu o wspólny zawód, oprawianie roli o to, że się pomaga. Ukogoś, że jest tłoka, czasem, że wszystkich nas łączą, te same problemy, tylko w nowy sposób. Nie widziałam tego w poprzednich swoich miejscach, padenia, to też jest dynamiczna, więc zastanawiam się, czy to jest nowość, że po pewnym kryzysie takim w relacjach sąsiedzkich, co się inaczej odbudowuje, czy to jest to miejsce, jeszcze nie wiem, ale myślę, że to jest coś, co będę eksplorować. Więc to nie są proste kategorie. Ja je mam z tyłu głowy i cały czas się nad nimi zastanawiam, ale myślę, że właśnie to jest ciekawe teraz w tych regionach wejskich. Ja mam takie pytanie, dotyczące uczenia studentów etnografii, ponieważ jest bardzo dużo literatury na temat polskiej wsi, prawda? I są te klasyczne już monografie, i teraz czy w ogóle ta literatura pełni wyłącznie taką historyczną rolę, takie etnografii historycznej sprzed 10 leci, czy ona może mieć jeszcze jakieś zastosowania aplikacyjne, jako jak źródło inspiracji? To wspomniałeś panią za drożeńskiej, prawda? I właśnie jednej z najważniejszych autorek opracy. I czy ta jeść i praca homoludenz? Och, tej zupełnie nie uznaję za historyczną, uważamy ją za super ważną i super istotną również dzisiaj. To jest jedna z moich bardzo lubianych książek. Ona oczywiście jest znaczona czasami, w których był opisana i modele, które pani profesor tam próbowała jeszcze tak bardzo ścisle stworzyć. My pewnie byśmy tak tego nie zrobili, ale etnograficzna, warstwa, interpletacyjna tego, co ona napisa, jest taka mocna nadal. Ale ja myślę o takich jeszcze bardziej historycznych rzeczach, jak zadałość to pytanie. I pamięci, że daje studentom ostatnio więcej takiej literatury jeszcze niż kiedyś, bo mam wrażenie, że my na studiach sił rzeczy przesiąkaliśmy taką wiedzę, gdzieś tam ten kolberg wpadał. A człowieka kończy etnografię to wiedział, jak wyglądało w Wesele Wiejskie albo to były jakieś takie rzeczy, których nigdy nie było przedmiotu pod tytułem Wesele Wiejska i gdzieś to wchodziło nim o wolnie. A teraz nie, teraz program jest dużo bardziej odarty z tego. Jest dużo mniej przedmiotów takich klasycznie etnograficznych typu pokrop, stąd ci ludzie w tej chwili nie wiedzą, oni nie mają skąd wiedzieć. No, akurat kolberka nigdzie nie daje, ale ostatnio dałam studentom na klasycznych tekstach do czytania Pietki-Wicza. Nie wiem czy znacie Pietki-Wicza, który on wyszedł niedawno. To jest monografia, to się nazywa kultura społeczna poleśa rzeczickiego. I to wyszło w toruń chyba w 2013-14 roku, czy on dziesięć lat temu. Ale monografia jest z lat 20-30 i to jest strasznie ciekawe odnogra, bo on nie było etnograwem. On był lokalsem, był dzieckiem szlachewskim, ale szlachcice, który nigdy nie miał ziemi, który był zarządcą majątków dużych na poleśu. Jak Czesła Pietki-Wic miał kilka lat, to on został arsztowany, powstanie styczniowym, a Pietki-Wicz z bratem musieli się nająć do pracy. No i się na ili do pracy u chłopów lokalnych, bo tam matka miała duże dzieci, trzeba było coś zrobić. Więc on przepracował ile ślad w służbie u chłopów, a później zaczął zaczął zarządzać różnymi majątkami. Tak spędziło tam 50 lat życia, czy coś w tym strów bardzo bliskiej relacji z lokalnymi ludźmi. Poznał w międzyczasie Moszyńskiego, który przyjechał tam na badania. Zoriątował się, że człowiek jest wepski, mam mnóstwo opowiedzi fantastyczną pamięć, więc got trochę podszkolił, i on był takim lokalnym informatorem. Wysyło Moszyńskiemu różne sprawozdania. A potem przyszli bolszy wicym. Pietki-Wicz trochę nie miał, co ze sobą zrobić, zwiał. I w Warszawie daną posadę w towarzystwie nauką w Warszawskim, czy coś takiego. I on po prostu sobie siedział i miał za zadanie napisać monografię poleśa rzeczyickiego. Fantastyczna rzecz powstała, bo to jest tak szczegółowe człowiek miał niesamowitą pamięć, ale też oko do szczegół, więc to jest bardzo specyficzna monografia, napisa na właściwie nieprzezetnografa, ale już bardzo etnograficznie. Powiem wam przez to w tentu, to bardzo ciekawie czyta. To jest dla nich taka exotyka. Ale myślę, że to jest ważne dlatego, że nie chcę mówić o strukturę długiego trwania i takie rzeczy, o to jego nie to. Przecież ta wieś się nie odcięła, to nie jest tak, że przyszła Unia Europejska, postawiła mur i już nic z tego nie ma. Są pewne sposoby myślenia, pewne tendencje, które gdzieś tam da się odnaleźć. To ma się znańicki są też taką książką, z który bardzo dużo nadal czerpie. Na przykład takie skupienie się na procesie, a nie na efekcie pracy. To z moim zdaniem bardzo charakterystyczne. I nie tylko dla rolników, ale dla wszystkich tych, którzy gdzieś tam jakieś doświadczenie rolnicze mieli, czyli byli wychowywani przez byłych rolników. Mają w rodzinie, czyli umówmy się, że duża część naszego społeczства. Więc pod tym względem myślę, że takie lektury są bardzo ważne, tak inspiracyjnie. Ja też robię czasami taki trochę twist z takimi książkami, tak robię na w kadze stomą, który zazwyczaj większość odnografów jak słyszę, większość moich kolegów koleże na kieksusze, że stomę daje studentom to widzę jakieś takie skrzywienie na twarzy. A ja ich wcale nie daję jako ramy interkralacyjnej, dlatego, co się działo na wsi w XIX wieku. Tylko to jest coś, co odkryłam. A pewnie z 10 lat temu, jak ciekawe dla studentów czyta się te fragmenty o izulati świadomościowej, bo jak się odsunie to o czym on pisał, czyli wieźdź 19 wieczna i zamiast tego da się wycinki z prasy współczesnej, to się na gło kazuję, że to jest mechanizm powstawania tego, co nazywam panikami informacyjnymi, to jest dokładnie to w jaki sposób my przesiewamy przez swoją swój światopogląd, swoją ideologię, to co do nas dociera, albo przyjmujemy albo nie, albo przekształcamy tak, żeby dało się przyjąć. Niestety mam wrażenie, że w ciągu ostatnich paru dwóch, trzech lat studentii dużo mniej chętnie, tak świadomie nie chcą wejść w zabawę z systemą, jak prosiłam, żeby spróbowali wziąć takie poglądy, które są przyjmowane u nich, w ich państwie, w ich świecie. I spróbować przanalizować to mechanizm, zobaczyć ten mechanizm w swoim sposobie myślenia. Jeszcze 7 lat temu oni dosyć chętnie to robili jako taką zabawę intelektualną. Mam wrażenie, że teraz dostajemy studentów bardziej już ukształtowanych, którzy wcale nie chcą w otwarzać. Co dla mnie jest zygnałem, że jeszcze bardziej trzeba ich w zabawy angażować. Właśnie, bo to może być trudne chyba z punktu widzenia uczenia, jeżeli tutaj w antropologii główną, naszym chyba zadaniem w uczaniu jest podważanie tego, jak w wiki sposób myślimy. Dobra, bo mam taki przedmiot klasyczny tekst etnologii antropologii dla pierwszego roku. I on jest strasznie go lubię. On jest bardzo satysfakcjonując, posił widzi jak ci młodzi ludzie zaczynają łapać antropologie. To jest tak fajne. No i właśnie przez takie bardzo klasyczne teksty, więc twoje pytanie czy klasyka jest na czasie jak najbardziej. Oczywiście są takie rzeczy, które już na tyle weszły w obiekt takiej pob wiedzy, że już nie są zaskakujące. To już nie jest ław antropologiczne, tylko taki trójzm. Ale nie dla wszystkich. Jak czy temu łorwana przykład, to dla niektórych to jest coś już gdzieś, kiedyś zasłyszane przegadane. Ale przynajmniej połowa studentów po zajęciach złoorfa wychodzi ze szczęką, jeszcze nie podniesioną z podłogi i to im zmienia świat na zawsze. Więc tak, takie podważanie. Ja myślę, że to o to chodzi w antropologii. Żeby podważyć oczywistość, żeby zobaczyć te nieoczywistość, żeby spróbować to, co się dzieje to około. Myślę, że to jest cel naszego uczenia. Chcę się wrócić do takich włych terminów, które podjęłaś, ale jeszcze nie zagląbiłyśmy się w niem. Jedna to jest chłopskość, a druga to jest praca. Używasz takiego sformułowania z tym, co pisze w swojej harte kłachłowski model pracy. I tutaj wspomniałeś o tym skupieniu na procesie, a nie na zarezultacie, czy mógłoby się przybliżyć troszeczkę ten model i właściwie czeką dotyczy. I co tutaj w tym jest specyficznie chłopskie i dlaczego to się nazywa chłopskie, a nie rolnicze? No właśnie, to pojęcie chłopskiego modelu pracą, no nie jest moje. To jest z dawnej literatury etnograficznej. Ja bym go nie nazwała chłopskim właśnie dlatego, że może dlatego, że je główne swoje badania, te, które mnie najbardziej ukształtowały, czyli do doktoratu prowadziłam na podlasiu. A podlasie jest takim miejscem, gdzie rolę uprawialnie tylko chłopi. Przecież tam było mnóstwo szlachty zagrodowej. I powiedzieć tam do rolnika, że albo chłopska przeszłość, to jednak trzecia z tych rolników się obuży, śmiertelnie, no nie, nie, nie, ja chłopę, nie jestem. Więc ja się bardzo wcześnie nauczyłam nie używać słowa chłop do mieszkańców się, to rolników, więc to nie jest mojej pojęcie. Ale abstractując od słowa, bo rozumiem, że nie chodzić o o samo słowo chłopskie, tylko o fenomen. No to właśnie to jest coś, co myślę, że ja echa tego widzę wcale nie tylko wśród współczesnych rolników, ale np. ten mój ostatni projekt, o którym wspominałam o działkowiczach i o lokalnych fachowcach. Tam też bardzo dużo było widać takich pozostałości takiego etosu pracy. To, co już mówiłyśmy, czyli skupienie się na procesie, a nie na efekcie, który jest, ono jest to masy znaniec, którzy o tym pisali chyba pierwsi, ja nigdzie wcześniej nie znalazłam tego. Oni bardzo ciekawie to wywodząc jeszcze z pańszczyzniannego modelu, w którym nie opłacało się skupiać na owocu pracy, bo on nie był twój. Ale nie tylko, bo w ogóle w rolnictwie jest bardzo dużo zewnętrznych czynników, które wpływają na efekt pracy. Oczyście pogoda, gleba, ziarno, które akurat było lepsze gorsze, mnóstwo tego typu rzeczy, które sprawiają, że świetna, cało roczna praca może nie przynieść żadnych efektów. O przyszło gra dobitrze, trzy dni przed żyjniewami. I już. I społeczność musiała sobie wyrobić jakiś inny sposób oceniania ludzkiej pracy nie przez efekt. Tylko właśnie sam proces i rezultaty z takich, że w większości takiej społeczności, jeśli ktoś pracował, że teelnie jest rozsądny, porządny, właśnie pracowity bardzo ważna wartość. I coś nie wyszło, no to wiemy, że to nie przez niego, to nie jest jego wina. To trochę jako ujwans priczardę nie wiem czy pamiętacie, uazande, tamt z kolei czary wchodziły w grę, ale jeśli że mieśni był solidny i porządny i wszyscy wiecie, liżą umie, że jest świetny w swoim, że mi ośle, a wszystkie garnki pękły, to wiadomo było, że to były czary, to nie była jego wina. Jeśli ktoś wiadomo, że jest nowicjuszem, a w ogóle to głowa w chmurach jest nieporządne, no to przecież nikt nie zwaliłby tego na czary. I trochę tak samo jest tutaj takie bardzo racjonalne spojrzenie na to, w jaki sposób oceniać człowieka. Praca jest na tyle ważnym elementem życia i nie tylko rolników, nie tylko chłopów, że ona jest w odwaliną oceny społecznej. No i tutaj trzeba było wprowadzić coś sensowniżego, tak naprawdę niż ocena przez efekty. Ona jest bardzo krucha i niesolidna. Ale oprócz tego tam jest wiele innych czynników. To jest na przykład takie przyzwyczajienie do ciągłej krzontaniny, to z kolei właśnie pani profesor Zadrożeńska używała takiego pojęcia nieustającej krzontaniny. U pieniążka i Jaworskiej też to się pojawia, czyli praca, która nie jest wyznaczana godzinami, to nie jest praca od osmej do 16. Teraz często rolnicy, którzy właśnie wchodzą w te miejskie z tyle życia, o czym mówiliśmy, to jest kolejny powód do żalu i takiego poczucia krzywdy, że oni nie pracują o 8 godzin dziennie. Oni mają urlop, oni mają wolnego weekendu, bo krowe trzeba na karmii ci wydajęć codziennie i zaczyna się praca o 5. rano, a kończy się o 9. wieczorem. Co prawda po drodze jest mnóstwo przerw, ta praca nie jest równie intensywna przez cały dzień, to spełnijny rodzaj pracy. I ten model, o którym wspomniałeś, on się wydaje, że oni jest ważne, ale jako taki punkt odniesienia, bo teraz to cały czas jest negocjowana, oni te granicy są przesuwane, to się zmienia. I one jest takim punktem wyjścia, a już nie do końca istniejącym, ale gdzieś tam ciąż grającym rolę. Kolejnymii golemę, tymy z naprzednami zależnością, o której też już mówiliśmy, tak ideal, o samo wystarczalność zawsze była tylko ideal, nigdy nie były w pełni samowistarczalne gospodarstwa wiejskie. Ale taki ideal, żeby jednak jak najwięcej samemu wyprodukować, który znów poweść do nieuropańskiej, coraz mniej możliwe to zrealizowania przez specjalizację i tak dalej. [muzyka] [muzyka] Tuż mówił, tutaj rozmawiamy o rolnikach, powiedziałem, że przede wszystkim się zajmujesz rolnikami i interesujesz się w ich życiem. Jest jeszcze jedna grupa tych wielkich właścicieli, których możemy nazwać na nie wiem współczesnymi latyfundiami, table aciele ci farmerzy, którzy mają po nie wiem, 200 czy 300 kt. W jaki sposób w ogóle odnoszył się do rolnictwa, czy to jest taka kategoria w ogóle współczesnych biznesmenów, który w żaden sposób nie można nazwać jako miejących coś wspólnego z rolnictwem? Nigdy nie rozmawiałem z żadnym człowiekiem, który ma 200 kt. Te klasfikacje są bardzo ciekawe, bo one zwykle świetnie można przeszlezić bardzo klasyczną kategorię obcego, taką antropologiczną kategorie w tym, które są nie u nas tylko z alasem, w kolejnej gminie, w następnym powiecie, u nas takich dużych niem. Ale oczywiście te podziały są. Jest coraz lokalna społeczność, jest coraz bardziej rozwarstwiony. Są ci duzi. Oni w zależności od regionu to będzie 200 ha albo 1000 ha. 150 kru albo 300 kru. Ale oczywiście oni są. Ja myślę, że jest gdzieś granica, gdzie oni jeszcze są jak najbardziej rolnikami. I gdzie przestają być. Ale na przykład tacy, którzy mają, powiedzmy, z 100-kdziej 10 ha, w tych wieściach, to zależy też od produkcji. Czy to jest często zborzowa? Czy to jest zwierzęca, ale to są krowy mleczne? Czy to są tak zwane opasy, które wymaga dużo mniej pracy? To są pyski na wojnę. Podliko trzeba nakarmić i oporządzić, nie trzeba dojść. Więc zależności od tego, jaka to jest skala, jaki to jest rodzaj produkcji, to często jeszcze są gospodarstwa rodzinne. Dlatego ci ludzie są tak zarobieni, bo jak nagle się okazuje, trzeba obrobić jednak 120 ha i setkę zwierząt, to się da zrobić, ale jednak to jest mnóstwo roboty. A pracą jest bardzo trudno znaleźć, więc gdzieś ta granica jest takiej obcości. Moja studentka z jeszcze poprzedniego laboratorium napisała pracę licenciacku właśnie o tych dużych gospodarzach, którzy funkcjonują jako obcy. Na wś, i tak się o nich trochę mówiło. Ona śledziła takiej warstwie narracji w tym, w jaki sposób ludzie mówiło o swoich sąsiadach. To, jak to stworzenie takiej nowej klasy, trochę innych ludzi, którzy już też zaczynają inaczej żyć, bo na przykład wyjeżdżają na wczasy zagranice. Jeśli nie wszyscy naraz, znam takie okłady, gdzie na przykład żona jeździ z koleżankami, a potem ona zostaje na gospodarstwie z synami, wtedy może wyjeżdża z kumplami, a potem z syn wyjeżdża, czyli jakby nie cała rodzina, ale pojedyn to każdy z nich leci sobie do Egipto na dwa tygodnie, a wczasy. Oni mają zupełnie inne choryzonty finansowe. Co też warto pokazać, bo to współczesne rolnictwo, to nie jest biedna wjeść. To nie znaczy, że na wsi nie ma biedę, bo onie wszyscy są rolnikami, ale ci którzy przetrwali te wszystkie zmiany, którzy mają porządne prężne gospodarstwo, to są biznesy, które mają przychody miesięczne powiecmy na poziomie kilkuset tysięcy złotych, gruby kilkadziesiąt, kilkaset, no przychody, nie dochody. Naltomnimo wszystko, to są ludzie, którzy, a ponieważ jednak są uwiązani gospodarstwem, to też ciekawie taką sumcja przebiega. To są na przykład ludzie, którzy kupują mieszkanie w mieście każdemu dziecku swojemu, które idzie na studia, czyli śmaju czwórkę dzieci, to zanim te dzieci się usamodzielnią, to w mieście są cztery mieszkania kupione. Na przykład albo wyżywają się w zbieraniu samochodów, albo coraz lepszych maszyn rolniczych też, to też jest nie zawsze tak ekonomicznie racjonalnie dające się wytłumaczyć, to jest trochę prestiżowe, trochę takie hobby dla zabawy. Jest to bardzo ciekawe rzeczy, w jaki sposób to się układam. A czy w natracjach dzisiaj pojawiają no przy od kwestii udloku zagranicznego? Bo glawni części o tego etosupracerolnika było to, że cały czas jest zapracowane, nawet nie ma kiedy odpocząć. Jak najbardziej, to znaczy, szczyścienie wszyscy. Ale są ludzie, którzy wyjeżdżają zagranice, to w zależności od tobie jakieś magospodarstwo da się zrobić w różny sposób. Czasem to będzie, czasem da się znaleźć kogoś, kto przez jakiś czas się zaopiekuje i wtedy rodzina może wyjechać. Czasami się nie daje, jeśli są krowe mleczne, to średnią i wtedy, bo na zmianę wyjeżdżają. Ale jak najbardziej się wyjeżdża zagranice, mam wrażenie, że wielu miejscach tak pionierskimi wyjazdami był pielgrzymki. W niektórych parafiach zdarzały się coś, ta cy bardzo preżnik sierza, którzy w jednym miejscu gdzie robiłam padania z przekonsem, mówiono o księdzu, że założył biuro podróży w parafii. Po rzeczywiście cały czas organizował te pielgrzymki. Mnóstwo ludzi dzięki temu pierwszy raz wyjechało zagranice. To były pielgrzymki autokarowe, to włoch, po najróżniejszych sanktuali europejskich. I to jakoś otwierało ludziom te takie pierwsze doświadczenia i później już łatwiej było samemu pojechać. Więc jak najbardziej? Jeszcze mam takie pytanie, ciekawości o instytucje życia społecznego na wsi, tak jak kłogos podynwiejskich, strasz, pożarna, może jakieś inne stowa rzeszenia, czy one funkcjonują, jak funkcjonują, kto jest dzisiaj członkami kłogos podynwiejskich, jeżeli one funkcjonują. A królatkołego z podynwiejskich funkcjonują bardzo dobrze. To się zmieniło chyba kilkanaście lat temu. Weszła jakaś taka ustawa, chyba PSL, prchnęło ustawę, ofinansowaniu kłogos podynwiejskich. I one odżyły to takie drugie życie, jak ułospodynwiejskich. Oczywiście to zależy od gminy. Są miejsca, gdzie to jest prężnie, to zależy od osób konkretnych, które się za to z wezmu. Ale koła gospodynwiejskich są właściwie wszędzie. Zazwyczaj nawet nie w gminie, a na poziomie sołetstw, czyli konkretnych wsi, czyli w jednej gminie jest ich kilka kilkanaście. One zesoburywali z ujął, organizują różne rzeczy, imprezy dziejące się lokalnie. Oczywiście OSP też. To Tomy Krakowski świetnie pisał o tym, jak strasz, pożarna, jako rolę odgrywała. To w okolicach szydłowca w taki bardzo biedny czas i biedny miejsce. To było przełom 90-tych, początek 2000-tych, w okolicach szydłowca. Taka bardzo dotknięta bezroboćm biedna wieś małe gospodarstwa, z łaziemia. I tam właściwie ta strasz pożarno odkrywa kluczową rolę. Taką nadającą sens życiu wielu młodych chłopaków, nie tylko młodych, w ogóle też. A właściwie później i kobiet też, bo już w tamtym okresie dziewczyny też zaczęła wybrać udział w tym. Jak już mówiliśmy o suchowoli, to teraz, jak byłem w suchowoli, tam się dzieje mnóstwo. Głównie dla dzieci i dla seniorów. Jest chór seniorów, koło malarskie seniorów. Takie inicjatywy, inne inicjatywy. One często są związane z finansowaniem jakimś, czyli kiedy jest jakieś, chociaż drobne finansowanie, czyli da się kupić ciasteczka na spotkanie. Albo farby dla tych pań, to malowania, no cokolwiek, no to wtedy to się kręci. Nie wiem, jakby było bez tego. Mam wrażenie, że kilkanaście lat temu było z tym dużo gorzej nawsi. To 10 lat temu, ale bardzo dużo się dzieje takich inicjatyw. One są potrzebne bardzo orożania. Niech pierą udział w wszyscy. Nie ważne, czy ja jestem pracuje w mieście, tylko mieszkam na wście, czy jestem rolniczką, czy rolnikiem. Tak to, jakby tutaj nie ma żadnej różnicy, w udziale, w takich organizacjach, instytucjach. Orollnicy najmniej posłu zajęć, ale też większość tych inicjatyw dotyczy dzieci lub starszych osób. Ci w kwiecie wieku, że tak powiem, nie mają na to czasu. Zazwyczaj, jeżeli jesteś taka pustka, to znaczy jest mnóstwo jakieś ku zajęć dla dzieci, orkiestradenta, ale też lekcja angielskiego w gminnym ośrodku kultury. A ci ludzie pracujące tak właściwie nie do końca. Ja myślę, że to trochę jest, chcieli też w sumie starsze osoby by nie poszły malować obrazów w środę przed południe byłoby im głupio. Coś się zmieniło, że to zostało znormalizowane, ale w wieku średnim jeszcze nie zostało z normalnym. Znaczył się średnim, tak im ogólnie produkcyjnym. Takim, jak my, no to to nie człowiek się zajmuje rodziną, by pracą i domem. I nie szuka chorół. A czy w tych inicjatywach, o których w tej chwili to zmabiacie np. biorą udział osoby, których nazywałaś tymi nowymi osadnikami, którzy przeprowadzają się na wiesie, czy np. panie wstępują do kawa gospodem wiejskich, albo do kółka plastycznego wysyłają dzieci czy raczej i to nie jest płaszczyzna wspólna. To bardzo zależy oczywiście, bo to, no w każdym miejscu będzie inaczej zależy od tych osób, no to bardzo jest indywidualne, ale są takie miejsce, gdzie właściwie koło gospodni wiejskiej zostało zrealimowane przez ambitne panie z miasta, albo one sobie myślę, że może tutaj jakiś taki kaganek oświaty przyniósł i zorganizują te wiejsku uspłaszony. To nie zawsze się spotyka z dobrym przyjęciem. Pamiętam, jak kiedyś ty było ciekawa parę lat temu zgłosiły się do mnie panie, nie pamiętam nazwy tego stowarzyszenia, ale to brzmiały jak takie lokalne stowarzyszenie i one chciały coś zmienić w takim rynku pracy, kobiet lokalnym, ja pan szlamał "wow super", spotkałam się z nim, to był czas pandemii, więc to było onne i spotkanie. Bardzo szybko się zorientowałam, że panie są obie właśnie nowo ostatniczkami z Warszawy i rozajrzało się po tej wsi, gdzie wylądowały i stwierdziły, jak mało kobiet jest aktywnych zawodowo, my to musimy zmienić. Zróbmy warsztaty, zróbmy aktywizację, niech one wreszcie coś ze sobą zrobił. A tego biety wychowywały dzieci, prowadziły dom, ogrótek przy domowy, obikowały się z tarem i rodzicami, one były bardzo zajęte, one były bardzo aktywne, tylko nie w sposób, który odpowiadał panią z Warszawy, więc porozmawiałyśmy sobie 2 godziny, jak by nic z tego ciekawego nie wyszło, ale myślę, że to bywa problem w niektórych miejscach, w których cienowe ostatnicy. Naś nie czuję się. opowiąsku z aktywizować lokalną społeczność, ale bardzo dużo tych inicjatyw siedzieli po prostu lokalnie. Ja mam jeszcze takie pytanie. Nie wiem jak bardzo miałaś na ten temat przemyślenia, bo ona jest chyba poza granicami może twojego zainteresowania, ale dzisiaj mówiliśmy i o rolnictwie, mówiliśmy o wsi, mówiliśmy o chłopskości, a właśnie ta chłopskość w ostatnich latach była publicznie debatowana w Polsce. Było ptyle książek, tutaj nie musimy nawet wymieniać wszyscy wiedzą i nadal się one pojawiają już jako kolejne publikacje na temat chłopskości, roli tej chłopskości w Polsce. Nawet ma swoją nazwę zwrot ludowy, ale mało zajmuje przeszłością, a one wszystkie dotyczą przeszłością dużej mierze państwa szczęzny, ale oczywiście że mam swoje przemyślenia. Wydaje mi się, że większość z nich nie wszystkie oczywiście, one są bardzo różne, ale dużo część z nich jest bardzo jednostronna i metodologicznie jestem przyzwyczajona trochę innego procesu bata w czego, co znaczy ja ja defterem patrzę co się dzieje, zbieram materiały i dopasowuję teorię do wyjaśnienia tego co zobaczyłam. Próbuję zrozumieć używając jakiś pomysłów teoretycznych. Mam wrażenie, że tutaj w dużej mierze to się odbywało inaczej, znaczy była pewna potrzeba słonięcia jakichś aspektów przeszłości chłopskiej, jakby pod to do wielu, nie wszyscy oczyści, ale wielu z tych autorów pod to szukało materiały. Jest taki historyk z Krakowa, który się nazywa profesor Mateusz Bezgaj, i on w świetne rzeczy pokazują. Jak bardzo niejednoznaczne to wszystko było, myślę, że dla mnie to jest antropologia etnografia, czyli pokazywanie, że to wszystko nie jest takie proste, że nie da się te kategorii tak łatwo podzielić i śub i już. I on trochę to pokazuje, jeśli chodzi o te przeszłość taką chłopską szlachewską, że to nie było tak, żeby ich chłopi grubaśny mur i szlachta, zawsze znienawidzona, zawsze wroga, tych chłopów mordująca. I on to robi w sposób taki historyczny, czyli po prostu pożonnie na dokumentach. Tak czarno na białym. On np. korzysta bardzo dużo z książ parafialnych, tego typu dokumentów sądowych dokumentów. On pokazuje, jak często na przykład, szesny mi chłopów była szlachta, a szesny mi szlachtki dzieci byli chłopi. Przy takiej wymianie to nie mogło być ciągła wrogość. Coś tam się musiało dziać innego. On pokazuje, że bardzo często to była bardziej lokalność, czyli my lokalni, jednak wobec reszty świata, a nie ten pocież to nie jest tak jednoznaczny. Więc ja w tym ruchu chyba proste wyjaśnienie jednoznaczne, nie odpowiada i to, że oczywiście rozumiem dlaczego, np. mówi się o przemocy i pokazuje się, i to dobrze, że pokazano to, jak nieodłączną o częścią życia była wtedy przemoc. Na przykład, ale to nie jest cały obraz, nie ma wszystko. Bardzo dużo w ostatnich latach i siok kwestia chetycznych w badaniach etnograficznych, jakie wyzwania etyczne stają przed etnograwką, która prowadzi badania przystolników Polsce. Ja myślę, że jestem w dosyć jemnej sytuacji, bo to nie jest najtrudniejsza etycznie sytuacja, tak myślę. Ja już od czasów studiów pamiętam te mocne debaty, etyczno pozycji, etnografa, dialogiczności, o tym, że przecież nie możemy dopuścić, żebyśmy to my byli tym ostateczną instancją, która ubieże to wszystko w słowach, próby kosultowania ostatecznych wyników badani, spadanymi, i tak dalej. W różnych rzeczy, w różnych momentach przejmowałam się mniej lub bardziej, i próbowałam jakoś wydrożyć. Ale właściwie chyba moje patrzenie na to być może zbyt lekkie, ale okretałtowałam moje doświadczenia z moich badanii do doktoratu, kiedy była młodu doktorantką i jeździłam na wiejś podlasku. I bardzo uważałam właśnie na terelac, że tu z miasta, tutaj oni, żeby wszystko usłyszeć, że nie pod uwagę, i ostateczną mnie tak naprawdę stosunek tych moich rozmowców do mnie. To oni mi mówili, co ty jesteś na studiach doktorantkich, a ile dostajesz mi sięcznie? Co tyś od złotych, zwariowałeś, weź się w wydań, za któregokolwiek chłopat tutaj, będziesz miała normalne życia, a nie jakaś taka bada gdzieś ta. Kinty w ogóle jesteś. Oni nie mieli problemu z mojąłwyższością, oni bardzo ewidentnie czuli swoją weższość, nadagnął nad moimi wyborami życiowymi, nad moją ścieżką życiową, nad moimi doświadczeniem, bo byłam głupią dziewczyną z miasta, a której trzeba było pokazać wszystkie maszyny, co się robi, wytłumaczyć od zero rolnictwo i tak dalej. I oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że później ja wróciłam do Warszawy, i to ja napisałam tę książkę. Ja zdecydowałam co tam zamieszczę, i w tym sensie miałam władzę, ale to bardzo często w dzisiejszych czasach jest mocno na wsi, teraz mocno wyrównany. Jak się rozmawia z rolnikami, którzy mają wyższe wykształcenie rolnicze i ekonomiczne, i super doświadczenie, i są obyci, mają dostęp do tych samych mediów, co my ta relacja nabiera trochę innego charakteru, niż bo ja wiem, kolberk, który kazał sobie przysyłać rozmowców, i oni przecież nie przychodzili i musieli powiedzieć, co trzeba. Jak to jest za mną, nie chcę kadać, to za mną nie kada. Więc myślę, że akurat wieś Polska nie jest najbardziej, najtrudniejszym etycznie terenem, chociaż oczywiście, że te różnego rodzaju problemy się pojawiają, ale też myślę, że w związku z tym, co powiedziałaś, że te depaty od tak dawną już trwają, my jesteśmy chyba dość wyczulejni na to, i mam wrażenie, że to dotyczy też studentów, że to są przekadane temat, zawsze się o tym rozmawia bardzo dużo, przed każdym wyjazdem, w czasie wyjazdu. W naszych dzisiejszej rozmowie nie pojawił się internet, czy to jest ważne temat w polskiej wsi, czy raczej, tak jak dla wszystkich innych mieszkańców? Dla wszystkich jest ważne, nie tylko dla wsi. Nie wiem, czemu się właściwie nie pojawił, ale oczywiście, że one jest obecne, kiedyś był taki moment, że się zaczęło mówić o etnografii, internetu i tak dalej. Więc myślę, że nigdy nie będę badać wsi tylko przez internet, ale to jest bardzo ważna sfera, to znaczy ludzie spędzają tak samo na wsi, jakich mieście. Wielego dziedzinie w internecie i robią tam równecie kawę rzeczy. Parę lat temu, może z dziesięć lat temu, był taki boom na YouTube rolnicze. I nadal rolnicy mają swoje kanały na YouTube, ale był taki żałą cały młodych rolników, którzy pokazwali np. żiniewaj. To były takie przeromantycznione filmiki, zachód słońca, on tu na wielki maszynie i le zebrały w ogóle. I to miał całkiem niezło oglądalność, bo oni wzajemnie się oglądali. Lubili patrzeć, jakie mają maszyny. Jak ktoś inny to robi, to była taka po prostu wymiana, myśli i wiedzy podglądanie innego rolnika. Coś, co się kiedyś robią przez płot, a teraz się robi na YouTube. Na Instagramie są profile takich bardzo nowoczesnych młodych rolników. Więc to jest bardzo ważna sfera. I myślę, że nie razie teraz. Nie powinno się na pewno abstrachować od tego, badając wieś. Tak samo jak nie powinno się abstrachować od podróży, od tego, że ci ludzie wyjeżdżają. Na przykład zdarzają się tacy, którzy pół roku spędzają zagranicą, a potem pół roku we własnym gospodarstwie. Mobilność jest ogromna i taka internetowa mobilność też. I to są ważne rzeczy, myślę, że to już bardzo dawno temu. Trochę zmieniło sposób prowadzenia badań, na przykład to, że się zaprzyjaźniało na Facebooku z ludźmi, z którymi się rozmawiało. I oni nie zostawali w terenie. Oni widzieli, co się dzieje w Warszawie w życiu badacza. Tak samo jak badacz nadal widział, co się dzieje w życiu tego człowieka, przez Facebooka. Więc to zmienia sposób prowadzenia badań. Zmienia też relacje badań badany. I to co się dzieje? Nie można zostawić teren w terenie. I wschód zupełnie. Więc internet tak. To jest ważna stara. Tak na zakończenie chciałam ci jeszcze zapytać, jeżeli dzisiaj miałabyś poradzić jakiś osobier, która właśnie skończyła studia i chcę rozpoczynać doktorat w antropologii, to jak i radę by się i udzieliła? W jaki sposób wybierać temat? Jak podchodzić do tych badań antropologicznych? Chciałabym się właśnie starać, włączyć ten internet na przykład. Ale może nie tylko chodzi o internet. Tak naprawdę, jaki rady byś udzieliła taki osobier? To chyba dla każdego z nas coś innego jest najważniejszej. Ja zawsze wybieram takie tematy, które po prostu nie ruszały. I myślę, że to już mi tak trochę może nie profesjonalnie, ale myślę, że to jest dobra ścieżka. Znaczy, żeby wytrwać w projekcie badawczym przez ile ślad i żeby się chciało człowiekowi pisać, to gadać z tymi ludźmi i dociekać, to musi być coś, co po prostu jest interesujący dla tej osoby. Wydaje mi się, że taki element ważności społecznej też gdzieś tam istnieje w antropologii. Miłeś się zajmować czymś, co nie jest tylko moim konikiem i nikomu nigdy do niczego się nie przyda. Ale to na pewno nie jest główny powód dla wyboru antropologicznych tematów, tak mam wrażenie. Ja zawsze mam z tyłu głowy twoją, a gniaż korady, o tym, że trzeba pamiętać o dużych pytaniach, o tych pytaniach takich fundamentalnych. Iż o to. musi być większa perspektywa. To jest coś co też studentom staram się pokazać, czyli że nie wystarczy przyjść gdzieś i zastanowić się, pojawiem w jaki sposób ktoś remontuje budynek. Tam gdzieś zawsze są te głębsze pytania, o jakiejś mechanizmy, o sposoby myślenia, o wartości, coś takiego ogólniejszego, może wez takiego zadęcia, jak to sto lat temu mieli antropologowi i próbowali odpowiedzieć na pytania, fundament, ale netotyczące natury ludzkiej. Ale gdzie się jednak ta większa perspektywa myślę, że to jest taka rzecz, którą pewnie bym takie osoby powiedziała. Ale zwykle nie jestem pierwszyu osobą do dawania rad. Naszym gościem była Doktor Amanda Krzywo-żeka, z Instytutu etnologii i antropologii kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Bardzo dziękujemy. Dziękuję bardzo. [muzyka]

Podcast Summary

Key Points:

  1. Badaczka Amanda Krzywoń-Rzeka prowadzi badania etnograficzne na polskiej wsi, skupiając się na problemach ekonomicznych, pracy i przemianach społecznych.
  2. Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej miało większy wpływ na wieś niż transformacja ustrojowa 1989 roku, prowadząc do wzrostu średniej wielkości gospodarstw i zmian strukturalnych.
  3. Nowym zjawiskiem jest samotność rolników, wynikająca z mechanizacji i jednoosobowego prowadzenia gospodarstw oraz migracji dzieci do miast.
  4. Kobiety na wsi coraz częściej unikają pracy rolniczej, stawiając warunki przed małżeństwem, co zmienia tradycyjne role.
  5. Mimo deklarowanego przywiązania do etosu pracy rolniczej, rodzice wysyłają dzieci do miast, co tworzy wewnętrzną sprzeczność i gorycz.
  6. Wśród rolników narasta bunt i poczucie niesprawiedliwości, związane z kontrolą unijną, protestami i lokalnymi narracjami o dotacjach.
  7. Granica między wsią a miastem zaciera się przez urbanizację, migracje i pojawienie się „nowoosadników” z miast.

Summary:

Podcast antropologiczny z dr Amandą Krzywoń-Rzeką z Uniwersytetu Warszawskiego dotyczy badań nad polską wsią i jej przemianami. Badaczka zaczynała od analizy narzekania wśród górali, później zajęła się myśleniem ekonomicznym rolników, a następnie pracą na styku warszawskich działkowiczów i lokalnych mieszkańców. Główne zmiany na wsi, zwłaszcza na Podlasiu i Mazowszu, są napędzane przez wejście do UE, co zwiększyło średnią wielkość gospodarstw i wymusiło dostosowanie do wymogów unijnych.

Nowym problemem jest samotność rolników, którzy często pracują jednoosobowo, podczas gdy żony podejmują pracę poza rolnictwem, a dzieci migrują do miast. Kobiety coraz częściej stawiają warunki, unikając ciężkiej pracy w oborze. Mimo przywiązania do etosu pracy rolniczej, rodzice wysyłają dzieci na studia, co tworzy wewnętrzną sprzeczność i gorycz.

Wśród rolników narasta bunt, widoczny w protestach antyunijnych, które kryją głębsze żale o utratę niezależności i kontrolę urzędniczą. Lokalne narracje, np. w Suchowoli, podkreślają niesprawiedliwość w postrzeganiu dotacji.

Granica między wsią a miastem zaciera się przez urbanizację i napływ „nowoosadników” z miast, co utrudnia znalezienie tradycyjnej wsi z opowieści.

FAQs

Dr Amanda Krzywoń badała początkowo politykę i narzekanie, później myślenie ekonomiczne rolników, a ostatnio skupia się na pracy i samotności rolników, szczególnie w kontekście przemian po wejściu do Unii Europejskiej.

Największe zmiany to wejście do Unii Europejskiej, które wymusiło dostosowanie do wymogów i zmieniło strukturę gospodarstw, oraz mechanizacja prowadząca do jednoosobowego prowadzenia gospodarstw.

Samotność rolników wynika z tego, że gospodarstwa są prowadzone jednoosobowo, żony pracują poza rolnictwem, dzieci wyjeżdżają do miast, a sąsiedzi często już nie prowadzą gospodarstw, co ogranicza kontakty społeczne.

Kobiety na wsi coraz częściej nie pracują w rolnictwie, ale w innych zawodach, i stawiają warunki, że nie będą wykonywać ciężkich prac rolnych, co zmienia tradycyjny model rodziny rolniczej.

Tak, etos pracy rolniczej i przywiązanie do ziemi są nadal żywe, ale rolnicy doświadczają wewnętrznej sprzeczności, bo musieli zachęcać dzieci do opuszczenia wsi dla lepszej przyszłości, co rodzi gorycz.

Panuje atmosfera buntu i poczucie niesprawiedliwości, szczególnie wobec utraty niezależności i kontroli urzędniczej, co przejawia się w protestach rolników.

Chat with AI

Loading...

Pro features

Go deeper with this episode

Unlock creator-grade tools that turn any transcript into show notes and subtitle files.