#6 Impresja na temat secesji. Rozmowa z Wojciechem Jarząbkiem, architektem kamienicy przy Wybrzeżu Wyspiańskiego 36 CZ. 2
29m 53s
W drugiej części rozmowy architekt Wojciech Jarządek skupia się na swojej postmodernistycznej kamienicy przy Wybrzeżu Wyspiańskiego we Wrocławiu. Podkreśla jej unikalny, barwny charakter i wyjaśnia, że projektował ją z myślą o dużych, rodzinnych mieszkaniach (90-140 m²), co wówczas było odejściem od norm. Krytykuje współczesny trend do coraz mniejszych metraży, uznając go za porażający. Opisuje wyzwania techniczne, takie szczegółowe projektowanie elementów elewacji, oraz rolę projektowania komputerowego. Odnosi się do krytyki dotyczącej nadmiaru dekoracji, broniąc swojej wizji. Jarządek przywiązuje ogromną wagę do koloru jako integralnej części architektury, co ilustruje przykładami z Polski i realizacji w Kuwejcie. Dzieli się też osobistymi refleksjami: inspiracją różnorodnością architektoniczną Nowego Jorku, niechęcią do minimalistycznych trendów oraz momentem na studiach, gdy odkrył pasję do zawodu dzięki projektom o ekspresyjnej formie. Mimo rozczarowania późniejszymi zmianami kolorystyki swojej kamienicy, podkreśla satysfakcję z tworzenia oryginalnych, niepowtarzalnych budynków.
[MUZYKA] Cześć, tu ola i Nikola, zapraszamy na drugą części rozmowy z Wrocławskim Architektem Wojciechem Jarządkiem, autorem kojarzonym głównie z postmodernistycznymi realizacjami. Jedną z nich jest słynny solpol z ulicy świdnickiej, ale także kaminica przy wybrzeżu Wyspienskiego 36, która przez swoją barwność i oryginalność zwraca uwagę mieszkańców w placu grówwalskiego. Wspominął pan też o tej stronie użytkowej i funkcjonalnej właśnie mieszkań i jak to było z kaminicą przy wybrzeżu Wyspienskiego, też miał pan znaczący wpływ na mieszkania i ich rozkład? To jest też ciekawy temat, to znaczy jedna to jest jakby ocena własna, ja mam dosyć tak, znaczy generalnie zawsze jestem przekonany o tym, że co robię, że to jest dobre i słuszne i staram się jakby to fortowacie, to znaczy nie poddawać się jak ktoś mi psuje projekt. Natomiast takie opinie zewnętrzne, no to jak się ukazała publikacja w architekturze i biznesie to tam podkreślali, nawet chyba tam użyli, doskonałość warsztatową, natomiast bardzo dużą wątpliwość wyrazili na temat jakby ilości dekoracji w tej architekturze, która tam na elewacji się znalazła, co ja się z nim akurat zupełnie nie zgadzam, bo ten budynek jakby miał coś tam obrazować i obrazuje. Natomiast ja to takie zawsze używam takie porównanie. Mówię, jak coś się napisać w jakiś poemant, to musi być gramatycznie i stylistycznie poprawne. Byłem do wortograficznych, stylistycznych, interpunkcyjnych, tam nie ma prawa być, no i to jest, i to jest jakby w przełożeniu, że ten projekt raz, jak on jest trochę inny, to naprawdę to trzeba dużo więcej wysiłku złożyć, w przygotowanie dokumentacji więcej szczegół. Ja tam na przykład na wybrzeżu, wyspiańskiego, to wszystkie blaszki tam do wycinania każdą osobną, bo no, żeby się nie pomylili. I jeszcze zawsze jest ryzyko, że jak oni te blaszki po wycinają, a później będą składać razem do kupy, można powiedzieć i nie będzie do się jedno do drugiego pasować, to jeszcze mi przywiozą i na podwórkowe rzuca, żeby mi wzrocił pieniądze, zazmarnowane ileś tam roboty i materiału. I tutaj bardzo pomocne było zawsze te projektowanie komputerowe, że ja to jednak wszystko tam w tym komputerze poskładałem do kupy, co też nie każdy tam architekt tak potrafi, bo to tam jednak wszyscy podkreślają, że to trzeba mieć dużą wyobraźnię przestrzenną, żeby taki projekt jakby do końca rozlisować i doprowadzić do realizacji takiej pełnej zamierzeniem projektowych. A odnosząc się do odbioru architektury przez mieszkańców, czy miał pan kiedyś możliwość porozmawiać z mieszkańcami tej rzegamijicy przy Wyspieńskiego? Ja sobie założyłem od razu, że to jest tak świetna lokalizacja, że to nie mogą być zwykłe mieszkania. Na mówiłem tych inwestorów, żeby były takie mieszkania od 90 do 140 metrów kwadratowych. Co? Wtedy było założenie, że to jest duże, ale marzenie architekta z czasów komunistycznych zakneblowanego limitami, tym normatywym mieszkaniowym i dalej, że mieszkanie tam dla tylu mieszkańców nie może tyle metrów przekraczać, to też było takie łamanie barier. No ale to się spotkało, że część mieszkań znalazła swoich nabywców, ale część mieszkań musieliśmy na kawałki podzielić, żeby były mniejszej, żeby wszystko dało się sprzedać. Też taką ciekawostkę panią powiem w tym samym czasie, ja to tak się trochę śmiałem, że na tym projekcie to musiałem dołożyć do interesu, bo to było to niezwykle pracochłonne i postanowiłem jak tam telefon z kubejtu, że konkurs jest w 4 miesiące przyjechać. Ja w pierwszej chwili, że nie, a później mówię o przecież, trzeba się trochę odkłócić, tak żeby ten okres finansował na plus i pojechałem do kubejtu i tam takiego swojego szefa, który był egipcjanienem, zamieszkałem w Kajirze, tam spotkałem, mówię, że takie mieszkania zaprojektowałem od 90 do 140 metrów kwadratowych, a on mówi, to takie małe mieszkania się u was projektuje. Właśnie jaki był zamysł, pana projektując tak duże mieszkania, to miało być mieszkanie takie bardziej rodzinne, w ogóle. Nie patrzy pod kątem, a trochę niż ja. Dla mnie jest normalne, że ja teraz na swój urzitek kupiłem, mieszkamy tylko w dwójkę z żoną, mamy jeden pokój gościny i 150 metrów kwadratowych i wcale nie uważam, że to jest za duże mieszkanie. Jak tego swojego szefa z kubejtu tam odwiedziłem w Kajirze, to tak jego pokój dziennek, gdzie tam na 40 osób, to było tak jak połowa tego. Mieszczenia także, że jest silne mi się, a Egipto jest przecież bardzo biedny kraj. Uważam, że u nas jest bardzo duże skrzywienie, po prostu jeśli chodzi takie ludzie się przyzwyczajili, a dla mnie to jest przerażenie, właśnie kamienica na wybrzeżu Wyspienskiego, gdzie ja zakładałem, no teraz mamy wolność nie tylko formalnie i architektonicznie bez tego gorsetu, ale też nie mamy gorsę tu normatywnego, możemy mieszkania duże proponować. I teraz przerażeniem patrzę, jak dostaje zlecenie, żeby średnia mieszkania 50 metrów kwadratowych. Albo mniej. No właśnie. Jak jeszcze słyszę o tych starterach, gdzie mieszkania mają 20 metrów, teraz niedawno wyszedł przepis, że najmniejszy mieszkanie może być mniejszy niż 25 metrów kwadratowych. Bo zaczęli na gminie, no bo to się najlepiej sprzeda, takie coś. Mieszkania inwestycyjne. Przely, no właśnie, szesnacie metrów kwadratowe. Dla mnie to jest porażające, gdzie ja w 70 latach projektowałem jeszcze właśnie nowy normatyw gierkowski, że my nawet takie modelowe osiedle, gdzie dla sprawdzenia normatywą tutaj robiliśmy na nowym dwoże, to, no to, no to, to, no to był Luxus porównaniu do tego, taki jeśli chodzi o ilość metrów kwadratowych na głowę, że tak powiem przypadający. Trochę ratuje sytuacja, że teraz modna jest, że kuchnia jest w pokoju dziennym i to trochę tak, gdzieś, gdzieś sytuację ratuje, jeśli chodzi o ten metrach, trzeba powiedzieć, że w PRL były najmniejszy na świecie mieszkania budowane. Znaczy takim na tym świecie cywil znanym, nie? To znaczy na Ukrainie i w Rosji to były dużo większe i w NRD, na przykład, nie wczechach. Takim małym mieszkanie, jak u nas na początku gumułka wymyśliło, a później, a później trochę podwyższył ten standard gierek, to to nigdzie się takich małym mieszka nie budowało, a teraz się buduje jeszcze mniejszy. A projektując właśnie tak duże wnętrza, myślę o pan o tym rozkładie funkcjonalnym, decydował pan, jak powinno to mieszkanie funkcjonować, działać. Tak to było w założeniu, że to było takie zawsze taki przyjmuje trochę model projektowania otwartego, że kuchnia jest przy pokoju, można ją oddzielić, ale może można połączyć. I to później już jakby nabywcy sami sobie mogli o tym za decydowanie, ale też wychodziło, że taka kuchnia połączona, to tak zakładałem, że te 40 metrów kwadratowych to mnie nie mą powinno mieć taki pokój z kuchnią, gdzie jest stół jadalnej i zestawy poczynkowej, i przyzwoite, że tak powiem laboratorium kuchenne, natomiast co mi się jeszcze w tej chwili skojarzyło, jeśli chodzi o te projektowanie mieszkań. To jednak mimo wszystko takie osoby specjalne, które było stać. To znaczy nawet ja tam gdzieś propagowałem w takich ludzi, którzy jemy jakieś takie wydawało się dobre interesy, otworzyli i tam nawet dwa czy trzy mieszkania, to jest takie trochę tam gdzieś znalazłem nabywców na nie, albo osoby przeze mnie zagadnięte tam gdzieś z swoich znajomych i muszę powiedzieć, że spotkałem się z kilkomą mieszkańcami, zaraz w okresie po zakończeniu tego budynku, wszyscy mi się skali rękę i wszyscy byli intuzyjastami. A ostatnio miałem tutaj taką bardzo sympatyczny kontakt z panią, która jest przewodnikiem powrocławiu mieszka w tym budynku. Gdzieś wynalazła moim życiory się, że akurat kończę 70 lat, zrobiła nawet jakby specjalny taki przewodnik po moich projektach powrocławiu. No i odnieś się dowiedziałem, że kamienica jest odnowiona, z przerażeniem tam pojechałem i niestety się potwierdziło, bo ja wcześniej się nadknąłem na takie zdjęcie, gdzie myślałem, że zdjęcie jest kolory i tak źle wydrukowane, albo no ale niestety tam akurat, bo się potwierdziło, bo pierwszy remont, który się odbył ze 4 lata, to te murki takie zostały wybudowane tam koło tego trawniczka przed wejście z tymi kulkami, to ci mieszkańcy, komitet mieszkańców, oni się do mnie zwrócili, że teraz są remont, żeby im w tym remontie pomóc, ja wiem jakby znalazłem firmy, która tam się podjęła, nawet nie wiem czy kolorowych tyków na wierzchnie położyli i tak dalej, to mi bardzo fajnie starzało, bo ten budynek im bardziej się robił czarny, tym bardziej mi się podoba, bo ja to tak lubię ciemne kolory, ale nie strokatem można powiedzieć, tak głęboko złamanne to są moje ulubione kolory i tak, no i tak po tym remontie taka miejnica wyglądała, a teraz, no ktoś wziął ten bordowy, bo to był kolor czerwonego winam założeniu, ten taki na balkona, czerwony kolor, który w pierwotnie nie był uzyskany później został poprawiony, no ale z czasem wyblak, nie to znaczy i tak ktoś sobie pomyślał do taki wyblakły, to tak był różowy, tego pomalował na różowo. Pierwszy raz jak tam przejeżdżałem, to mówię to jest ostatni raz, że ja przed tym budynkiem nie chcę go widzieć. Postanowiłem jak sol po zburzą, to ja tu już się nigdy w tym rejonie nie pojawię. Czyli pana odczucia się zmieniły na przestrzeni tych już 25 lat, jeżeli chodzi o kamince przy wybrzeżu. Jak drugi raz tam musiałem już przejechać i popatrzyłem, to już byłem przygotowany na to, że ktoś to mi zepsu i że to aż tak źle nie wygląda. A później sobie pomyślałem, gdyby pomalowali na biało z powrotem, to przecież on jako biały też mi się bardzo podobał i uważałem, że spełnił, że tak pojem moje założenia. Ja do koloru przywiązuję bardzo duże znaczenie jako taki element uzupełniające architektury. Kiedy się jeszcze jak zaczynałem, to był taki element pomagający w identyfikacji odbiorcy z jakimś elementem. Szkani są z fragmentem budynku, z tym fragmentem elewacji, więc projektując budynki, które znatury rzeczy te wielkopłytowe staraliśmy się indywidualizować na ile to tylko było możliwe. Część tych naszych, że tak pojem projektów, gdzie nawet formy do balkonów i tak dalej załatwialiśmy, nie zostało zrealizowane, bo plany gierkowskie się waliły, a dyrektor wielkiej budowy to nie powiedział panie. Prędzej zobaczę, jak to, że mi tu wyrośni na ręce, jak pan te swoje balkony. Zobaczy nie mnie jednak tam kolorystyka bardzo dużo dawała, że nawet musimy tak przez nie upłakiwali ta pierwotna kolorystyka na nowym dłożek, gdzie było wszystko tam na strefy kolorystyczne podzielone. I praktycznie, że w Polsce i w Kubejcie to ja sobie prawie nie przypominam projektu, gdzie ja jakby nie wprowadziłem, gdzie kolory jakby nie był elementem bardzo ważnym, jakby takim prawie równorzennym do formy budynku, ale nigdy nie zakładałem, że kolor sam w sobie. Trochę ten kolor jakby tą biedem musiało nadrabiać, to też była taka, że jak ja jednak tam mam szanse na szlachetne materiałe, to te budynki nie są aż takie kolorowe, jednak staram się, żeby tą szlachetność materiału była na wyciągięta, na wiesz. Natomiast jeśli chodzi o kolor, to też myśmy tam z rewolucją nie zowali w Kubejcie, że tak powiem, podejście do koloru. I taki powstał budynek, który tam razem ze dwardem lachem robiliśmy, który był takim, no jest moim takim najważniejszym zrealizowanym projektem. W tym ojle nie jerdynym dużym, który został zrealizowanym, bo tam dużo, dużo dużych projektów robiłem, ale tylko jeden taki, taki w pełnie doczekał się realizacji. No to zewnątrz, najpierw robiliśmy różne kolory cegły, takie akurat. No to nam nie zatwierdzi, że to jednak tam kolor pustyny, piaskowe obowiązuje, no ale wewnętrzu, że tak powiem, odkuliśmy się. I zastosowaliśmy płyty takie ceramiczne, z firmy Buchtal, takie niemieckie właśnie, w różnych fakturach i kolorach płyty też są na sol polu, że tak samo zamontowane. I to jest akurat nie z mojej inicjatywa wykonawcy, który miał dobre układę i zaproponował, ale jak najbardziej. Natomiast tamte wnętrza, akurat wojna przerwała realizację, jak ja wkówejcie tam parę lat później wylądowałem, no to właściwie koniecznie musiał się ze mną zobaczyć i podziękował. Tak jakby tak zaprosił, podziękował, zachwyceniu wszyscy i te kolory w środku i to zastosowanie tego koloru, a to była jakby absolutna rewolucja jak na Kuwait. Chociaż, tradycja, tradycja ta arabska jeśli chodzi o wnętrza, to te mozajki różne, różne kolorowe, to jest, to jest budowlak tych im starszych, tym tego jest jakby więcej, nawet można powiedzieć, a tak jeśli chodzi o kolor naszych kościół świątyn tych gotyckich i innych, to przejlone były bardzo kolorowe, tych pozniszczeniach wojennych, nagle przecież jak koncepcja, żeby je nabiało już jakby odświeżać. Podobna sytuacja z powstającymi na przestrzeni lat budynkami, czy to właśnie i kościoły, które zostały zmiany. A także budynki mieszkalnej i rozmawiając o kolorze uważa pan, że powinniśmy realizować właśnie takie odważne realizacje w przyszłości. Ja tak dosyć przekornie, pani odpowiednio na początku. Wyżałem niedawno film o Franco Lloydzie Reichie, tam na TVP Kultura, koleżanka najpierw obejrzała, a później zadzwoniła, że koniecznie muszę to zobaczyć. Odzwoniłem później, że czy, że film był świetny, ale trzy punkty mnie jakby tutaj zmotywowały, żeby zaraz zadzwonić po obejrzeniu tego filmu. Pierwsze, że Franco Lloyd Reich dostał, ten zlecenie na nając swoją najsłowniejszy dom jednorodziny, jak miał się 71 lat, tyle co ja teraz. I się zaczęło jego drugie życie zawodowe wtedy, bo ten dom jest uznawany za najlepszy taki, że tak powiem spółczesny dom na świecie jednorodziny. A jego najsłynniejszy projekt, Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku, to on miał około 90, jeszcze jak budowa była nieskończona. A trzeci punkt, że oryginalny to ta spirala była niebiała tylko czerwona. Ale ja od razu porzałowałem, bo ja tam byłem w tym Muzeum w ogóle od tego, co pani zaczęła, to mi się nowi Jork z kojarzył. Nowy Jork jest dla mnie jakby pełnym poświadczeniem, że wszystko, co takie moje umiłowanie do różnorodności, że tak powiem w architekturze, że takie mieszanki stylistycznej, gabarytowej. To jest najładniejsze miasto na świecie, bo ja bym zachwycony tam po prostu myślę, że ja mam nadzieję, że tam jeszcze jeden tydzień udami się złotam tydzień. Prawie spędziłem, to dla mnie to jest najpięgniejsze miasto świata, przez swoją różnorodność. Ta ródnorodność, to musi się składać, że to są same brilante architektuniczne, stojące koło siebie. I te kamieszanka budynków, tam 19-18 wieks tymi super, najnowszych technologiach i materiałach realizowanych stojących koło siebie. Dla mnie to było potwierdzenie, że jak coś jest, mówię, jak jest składanka z elementów, które każdy jest jakby sam sobie spełnia kryteria, takie jakości w moim rozumieniu. To dowolny kolarz tych elementów to na pewno też jest sukces. Natomiast dla mnie to współczesne, że tak powiem tendencję te architektury minimalistycznej, to ja doceniam jakby, że są gorsze i lepsze te budynki. A one dla mnie są wszystkie takie, gdybym ja miało świadomość, że pójść na architekturę i projektować takie budynki w życiu, bym nie chciał zostać architektem. Miałejciec prawdę, mówiąc, zmusił do pójść się na architekturę, bo jak chciałam iść na kadem jest to piękne, to wtedy było WSSP, bo tak z determinowany, że szkoleł, powiadałem, że na pewno pójdę, że jak pani od fizyki, dowiedziała się, że idę na architekturę, to od razu zacząłem jeść wątpliwości, czy mi dać czwórkę na maturze z fizyki, musiałem się przysiąt, że jak się nie dostanę architekturę, to na inny powiedział, politechniki nie będę zdawał. To mi tą czwórkę dała, natomiast na studiach to gdzieś przyszedł taki moment, bo ja tak poszedłem w ogóle, bez zainteresowanie nie przygotowany. Póki się dało to żadnych budynków nie projektowałem, tylko na przykład jakichś elementy krajobrazowe, na takich propedełtyce projektowania, na tych stępnych przedmiotach. No i przyszło trzeba zaprojektować dom navsi, to ja taki moja wyobraźnia mówię, że najpignieszę domy, to ta nowe starna góźnia, czy tak jest tym obejście, portykiem zadaszonym i tak dalej, jak ja takie coś narysowałem, no to mnie ten prowadzący tak wezwa i mówi. Co ja powiem, pan jest taki słaby. Ja po prostu jakby nie miałam w tym momencie takiej inspiracji motywacji, to co się budowało na około, co teraz doceniam, że ja na przykład też koły na grochowej, panie chawry lakowej, to uważam, że to jest świetna architektura, to ja widziałem z okna co dzień. Niemniej jednak to była taka architektura, która mnie absolutnie nie motywowała do tego, żeby pójść na architekturę i się projektowaniem zajmować. I dopiero na trzecim roku na architekturę, to znaczy mieliśmy mieszkańówkę i profesor kazał iść do biblioteki i odrysować takie podobne budynki realizacje zbliżone jakby do tematów. No i jakby do tematu za danego, że ja na przykład miałem jakiś tam temat punktowiec, na jakieś ziosen, no to miałem ileś tych punktów. To ja pierwszy raz zobaczyłem, że są książki, architekturze, czasopisma, architektoniczne, a jak się nadknąłem na książkę z projektami Polar Udolfa. Nie wiem, czy Panie w ogóle kojarzycie, bo to jest projekty Polar Udolfa to przeżywają takie coś jak Solpol, że to tam gdzieś burzą, jedni walczą, żeby uznać za zabytek i nie zmodyfikować. Nie zwykle ekspresyjne, to znaczy ja cały czas uważam, że nie, że ekspresja, no to ekspresja koloru to też jest jakby element dla mnie ekspresyjność w architekturze, to jest postawa. Jak budy, jak nie czuję, że ten budynek jakoś tam żyje, tańczy, wisi, skomplikowany, no to jakoś tak mnie to architekturę do tego podchodzę tak jakby, no jak do chleba codziennego, to bez pasji, taki specjalnie, a czasem, no ja prawie nie zrealizowałem takich budynków, no niekiedy to się z czegoś zobaczyć. Profesor Miller to zawsze mówi, że jeden budynek dla sławy, czy budynki dla chleba mówi, inaczej nie przeżyjesz w tym zawodzie. I jednak, a ja jednak chyba wszystkie robiłem pod tym kątem, znaczy dla chleba, tak żeby z nastawieniem na chleba to się prawie nie zdarzało. Zawsze starałem się z tego jakoś coś wycisną, gdzie zawsze nie zawsze to się udało, a z kolei ten, na przykład ostatnie tam oświetle na kminkowej. To też była taka specyfika, nie? To prezes spółdzielni mówi, tak za projektu, że jak ktoś zobaczy, to od razu będzie chciał tam mieszkać, a później się tak zastanoi, no ale bez przesadów. No i człowiek nie buduje z własnych zasobów, to jest jakby taka podstawa, niestety to jest jakby taka wynikowa możliwości, jakby technologicznych finansowych. Ja zawsze też mówię wyobraźni, wyobraźni inwestora, bo może panią powiedzieć, że jeden, bo to taka była spółka dwóch z ludźmi, z którym takie przyjacielskie stosunki nawiązałem, jeśli chodzi o kamienice wyspiańskiego. Jednym z nich jest brat tego głównego aktora z teatru laboratorium. Także gdzieś tam cały czas w jakimś rodowisko artystycznym się obracał ze swojego brata był dumny. No i też jakby była taka łatwiejszy kontakt i łatwiejszy jakby odbior czegoś, co ja zawsze się niestety spotykam z tym, że jednak jesteśmy społeczeństwem tak ogólnie, że już biorąc mało tolerancyjnym, to znaczy zakresi architektury, jak ja czegoś takiego nie widziałem, to nie akceptuję. A ja mam takie podejście, że ja dopiero jestem u satysfakcjonowany, jak narysowałem coś, czego nie widziałem do tej pory. I muszę powiedzieć, że to nie jest tak, że bez inspiracji, bo ja cały czas jestem takim z boczeńcem architekturicznym. Każdy wakacje to jest zwiedzanie architektury, każdy budynek, który oglądam to oceniam, jak mi się podoba, to szukam jakby uzasadnienia, dlaczego mi się spodobał, co w nim się spodobało, albo dlaczego mi się nie podoba, co mnie w nim razie i to jakby to jest budowanie swojego warstatu. I ja to mam taką satysfakcję, że takiej kamienice drugie, jakbym, że wyspęskiego, to ja nigdzie nie widziałem, że tam jednak są jakieś takie moje tam własne niedokońca wątki. Bardziej to widziałem później, że te wątki z kamienice, gdzie się pojawiły, nawet w jednym miejscu wrócławił, ale akurat budynku, który mi się nie za bardzo spodobał. I może tam gdzieś z jakąś inspirację budynkiem na tym wybrzeżu tam gdzieś się dopaczyłem, to samo na przykładzie chodzi o kościół na popowicach czy sol, po takie mówię te czy standardowałem to ja nie widziałem podobnych, że tak powiem, budynku się nie nadknąłem. Mamy jeszcze na koniec takie pytanie, czy mógłby pan określić właśnie tą kamince przy wybrzeżu wyspęskiego, jakimiś trzyma słowami? To jest, to jest zawsze trudno, to znaczy pewnie trzeba trzy dni myśleć, żeby takie hasło wymyśleć. Przebowiedzieć, że w pewnym momencie to moja żona, że tak powiem, spełniała, ona pisała takie krótkie opisy do projektu i zawsze taki fajny tytuł wymyśliła. I teraz sobie nie mogę przypomnieć, nawet jaki wymyśliła do tej kamienicy, no ja już to nazywamy, impresja na temat secesji. Trzy duże słowa jedno malutkie. Dziękuję bardzo. I na tym zakończymy ten odcinek, śledzcie nas na Facebooku, Instagramie, Kto Tu mieszka i decie znać, jakimi słowami wy opisali byście kamince przy wybrzeżu wyspięskiego 36. Cześć. [MUZYKA]
Podcast Summary
Key Points:
Architekt Wojciech Jarządek omawia swoją postmodernistyczną kamienicę przy Wybrzeżu Wyspiańskiego we Wrocławiu, podkreślając jej oryginalność i barwność.
Opowiada o wyzwaniach projektowych, takich jak pracochłonne przygotowanie dokumentacji i wykorzystanie projektowania komputerowego, oraz o konflikcie między własną wizją a zewnętrzną krytyką dotyczącą nadmiaru dekoracji.
Dyskutuje kwestię metrażu mieszkań, wyrażając rozczarowanie współczesnym trendem do bardzo małych powierzchni, w kontraście do swoich projektów dużych, rodzinnych mieszkań w kamienicy.
Wyjaśnia swoje podejście do koloru w architekturze jako integralnego i równorzędnego elementu wobec formy, ilustrując to przykładami z Polski i Kuwejtu.
Dzieli się osobistą refleksją na temat zawodu architekta, swojej inspiracji różnorodnością (np. Nowy Jork) oraz niechęcią do minimalistycznych trendów, które uważa za niemotywujące.
Summary:
W drugiej części rozmowy architekt Wojciech Jarządek skupia się na swojej postmodernistycznej kamienicy przy Wybrzeżu Wyspiańskiego we Wrocławiu. Podkreśla jej unikalny, barwny charakter i wyjaśnia, że projektował ją z myślą o dużych, rodzinnych mieszkaniach (90-140 m²), co wówczas było odejściem od norm. Krytykuje współczesny trend do coraz mniejszych metraży, uznając go za porażający.
Opisuje wyzwania techniczne, takie szczegółowe projektowanie elementów elewacji, oraz rolę projektowania komputerowego. Odnosi się do krytyki dotyczącej nadmiaru dekoracji, broniąc swojej wizji. Jarządek przywiązuje ogromną wagę do koloru jako integralnej części architektury, co ilustruje przykładami z Polski i realizacji w Kuwejcie.
Dzieli się też osobistymi refleksjami: inspiracją różnorodnością architektoniczną Nowego Jorku, niechęcią do minimalistycznych trendów oraz momentem na studiach, gdy odkrył pasję do zawodu dzięki projektom o ekspresyjnej formie. Mimo rozczarowania późniejszymi zmianami kolorystyki swojej kamienicy, podkreśla satysfakcję z tworzenia oryginalnych, niepowtarzalnych budynków.
FAQs
W publikacjach podkreślano doskonałość warsztatową, ale wyrażano wątpliwości co do ilości dekoracji na elewacji. Architekt nie zgadza się z tym, twierdząc, że budynek miał coś obrazować i to robi.
Założył, że świetna lokalizacja wymaga niestandardowych mieszkań, dlatego proponował metraże od 90 do 140 m². Było to łamanie barier po okresie komunistycznych normatywów mieszkaniowych.
Mieszkańcy, z którymi architekt się spotkał, byli entuzjastami budynku i dziękowali mu po zakończeniu budowy. Nawet przewodnik po Wrocławiu mieszkający tam przygotował specjalny przewodnik po jego projektach.
Podczas remontu zmieniono kolorystykę, m.in. pomalowano elementy na różowo, co początkowo bardzo rozczarowało architekta. Z czasem jednak zaakceptował zmiany, przypominając sobie, że budynek był atrakcyjny także w pierwotnej, białej wersji.
Kolor jest dla niego bardzo ważnym, uzupełniającym elementem architektury, niemal równorzędnym z formą budynku. Stosował go, aby indywidualizować budynki, szczególnie w przypadku wielkopłytowych realizacji.
Docenia minimalistyczne budynki, ale gdyby miał projektować tylko takie, nie chciałby być architektem. Ceni różnorodność i mieszankę stylów, czego przykładem jest dla niego Nowy Jork.
Chat with AI
Loading...
Pro features
Go deeper with this episode
Unlock creator-grade tools that turn any transcript into show notes and subtitle files.