Go back

#278 Jak być dzisiaj dobrym człowiekiem (i co to w ogóle znaczy)?

58m 10s

#278 Jak być dzisiaj dobrym człowiekiem (i co to w ogóle znaczy)?

Tomasz Stawiszyński ogłasza premierę swojej książki "Przynnik Alchemiczny" 20 maja o 19 w Warszawie, zapraszając do spotkania autorskiego w Bigbook na ulicy Koszykowej. W tym samym czasie oferuje zakupy czynnika Alchemicznego przed sprzedażą z dużym rabatem dla wspierających podkast. Głębokiej refleksji przeprowadza nad przesunięciem kulturowym od języka moralności do języka psychologicznego, gdzie dominuje poczucie komfortu, a nie zobowiązania. Przykład rozmów w sytuacjach świątecznych pokazuje, że ludzie odmawiają kontaktów z rodziną, jeśli czują dyskomfort, co wskazuje na brak moralnych zobowiązań. Autorytetów takich jak Filip Riff, Ewa Illus i James Hillman pokazują, że współczesna kultura terapeutyczna zastępuje koncepcje odpowiedzialności i wartości moralnych przez poczucie satysfakcji emocjonalnej. Hillman podkreśla, że brak świadomości zobowiązań prowadzi do samotności i egoizmu. Wnioskowanie końcowe: bycie dobrym człowiekiem oznacza nie tylko wyrażanie własnych potrzeb, ale też spostrzeganie, gdzie się pożyteczne dla innych, a pomoc jest istotna dla rozwoju społecznego.

Transcription

5939 Words, 39713 Characters

Polish
Dzień dobry, albo dobry wieczór, Tomasz Stawiszyński, przed państwem kolejna odsłona Podkastu Skondynont. Najpierw w szakrze małe ogłoszenie parafialne. 20 maja, jak już mówiłem przed tygodniem, premiera mojej nowej książki "Przynnik Alchemiczny". Książka to proza, więc spewnął nieśmiałością ją państwu przedstawiam, bo to na dobrą sprawę mój książkowy prozatorski debiut, ale mam nadzieję, że ją państwo przyjmą serdecznością. Zapraszam też państwa 20 maja o 19 do Bigbook, mdm przy ulicy koszykowej w Warszawie. Tam, że odbędzie się w dniu premiery książki spotkanie autorskie, spotkanie premierowe, wokół czynnika Alchemicznego poprowadzi to spotkanie, z czego bardzo bardzo się cieszą Paulina Wilk. No i mam nadzieję, że się tam spotkamy oczywiście, zachęcam państwa do tego, żebyście już teraz zaznaczyli sobie ten 20 maja o 19 w kalendarzu. Przypominam też, że trwa przed sprzedaż czynnik Alchemicznego już od poniedziałku tego najbliższego, czyli de facto od iutra. Od iutra, czyli od 20 kwietnia mogą państwo nabywać przedaże czynnik Alchemiczny, między innymi w empiku i w kilku innych jeszcze miejscach. No i możecie oczywiście też skorzystać z sklepu internetowego wydaminstwa wielka litera, które to wydaje czynnik Alchemiczny. Wielka litera PL tam jest sklep, w tym sklepie czynnik Alchemiczny do zakupów przed sprzedaży ze znacznym rabatem, a jeszcze znaczniejszy rabat mają wszyscy, którzy wspierają podkast finansowo, więc jeśli państwo jeszcze tego nie zrobili, to zachęcam te osoby, które wesprą podkast patronatem czy subskrypcją na mojej stronie internetowej, dostaną specjalne kot rabatowy. No i wykorzystanie tego kodu, możliwiana bycie czynnik Alchemicznego z wyrazi z tym rabatem jeszcze większym niż ten i tak gwarantowany w przed sprzedaży. Oczywiście zachęcam do skorzystania z tej oferty. To tyle ogłoszań parafialnych, jeszcze muszę być podziękowania. Oczywiście wszystkim wam dziękuję, którzy podkast wspieracie, wszystkim którzy wspierają go też dobrym słowem, wielkie, wielkie serdeczne dzięki. Dzięki też oczywiście dla firmy Square Advisory prawnicy i doradcy podatkowi, która to firma wspiera podkast regularnie od dłuższego już czasu. Wielkie dzięki również dla podkastu nieruchomościowego pewny lokal, za wsparcie na patronite. No i zachęcam do tego, żeby dołączać do tego grona. No na przykład właśnie takie kody rabatowe na moje książki, to jest coś co wiąże się z posiadaniem takiego patronatu czy subskrypcji. No dobrze. A teraz już zapraszam do odcinka solowego, jak to się mówi. Dawno nie było poza rekomendacjami lekturowymi. No to taka forma w podkaście skondydąd pojawia się raczej rzadko, może i będzie więcej wkrótce, ale to zobaczymy jeszcze. W każdym razie. Przed państwem moje wystąpienie, które odbyło się 12 marca 2026 roku, na wydziale wzornictwa akademii sztuk pięknych w Warszawie, to znaczy dokładniej rzecz ujmując było to wystąpienie w formule onlineowej, które nagrałem wcześniej i udostępniłem słuchaczką i słuchaczom, a następnie włączyłem się do tego spotkania onlineowego, już potem jak mój wykład został emitowany i mieliśmy bardzo, bardzo ciekawą dyskusję na temat tego, co tam zostało powiedziane. Inicjatorką, inspiratorką całego tego wydarzenia była moja wieloletnia przyjaciółka profesora Anna Szikowska-Piotrowska, która jest filozofką, która pracuje właśnie na wydziale wzornictwa, no i też organizuje taki cykl spotkań, które polegają właśnie na tym, że najpierw prelegant wygłasza wystąpienie, a później wokół tego jest dyskusja. Więc to, co Państwo tutaj usłyszą, to jest właśnie dokładnie to, co usłyszeli również uczestnicy tego spotkania, tego seminarium. No i wydaje mi się, że temat jest dość aktualny, nawet bardzo, on muszę powiedzieć wzbudził duże zainteresowanie i miałem wrażenie, że rezonuje szeroko, nawet na poziomie samego anonsu, który pojawił się w sieci, to zainteresowanie było widoczne, a też wiem od osób, które tego wystąpienia wtedy wysłuchały, no że ono jakieś takie, w nich wywołało. Reakcje zaciekawiło ich i wydało im się inspirujące, więc mam nadzieję, że podobnie i dla państwa pytanie o to, jak być dziś dobrym człowiekiem i co to właściwie znaczy, no stanie się pytaniem, które będzie początkiem jakieś ciekawej refleksji. No dobrze, to przedstawiam państwu teraz to moje wystąpienie wobec tego. Dzień dobry państwu, nazywam się Tamarz Stawiszewski, mam przyjemność stotkać się z państwem dzisiaj, bardzo dziękuję przede wszystkim za zaproszenie, te podziękowanie akieruje do profesor Anny Szukowski-Piotrowskiej, panu dziękuję, że mogę być częścią tego bardzo ciekawego cyklu spotkań i rozmów. Od razu też kilka uwak początkowych to nie będzie wystąpienie, w którym ja odpowiem na tytuł ofy pytanie, czy też raczej zagadnienie. Nie myślę, skończą państwo tego spotkania z poczuciem, że państwo o to dziś ode mnie odpowiedź na to, jak być dobrym człowiekiem i co to znaczy być dobrym człowiekiem uzyskali. Tych koncepcji zresztą dobra jest nie tak mało i można odszukać stosowne, jeśli ktoś chciałby jakoś ten temat zgłębić. Mnie bardziej chodzi o to, żeby zwrócić uwagę na kilka trendów kulturowych, przesunięć kulturowych na pewne zjawiska, które nas otaczają. I właśnie uczynić to nasze spotkanie, tę naszą wspólną refleksję nad tymi pytaniami, na jakimś punktem wyjścia do naszych, myślę, moich państwa dalszych refleksji na ten temat. To jest jedna uwaga o charakterze technicznym i druga uwaga o charakterze technicznym jest taka, że no formua rozmowy, którą tu przyjmuje, to jest formua polegająca na tym, że ja po prostu powiem państwu kilka rzeczy, o których ostatnio myślę, nie będę jakichś plażbam tutaj prezentował czy wykresów, bo no właśnie chciałbym bardziej postawić na taki rodzaj bezpośredniej interakcji i właściwie podzielić się z państwem kilkoma myślami, które jakoś na gorąco we mnie są, nie w jakiejś formie bardzo systematycznego przedstawienia, prawda kilku pytań hipotes i wniosków, tylko raczej w formie takiego myślenia, nabierzącą myślenia na żywo, która mam nadzieję, że możemy wspólnie popraktykować. Oczywiście będę się posiłkował jakimś konspektem, który sobie do tego wystąpienia przygotowałem, ale też nie chciałem odczytywać państwu jakiegoś tekstu z góry gotowego, żeby nie wytworzyć jakieś monotoni w tym odbiorze, mam nadzieję, że no taka formuła jaką przyjąłem w każdym razie będzie dla państwa jakoś ciekawa. Pytam w tym tytułowym wystąpieniu o to jakbyś dobrym człowiekiem dzisiaj, co to właściwie znaczy być dzisiaj dobrym człowiekiem i chyba zacząłbym nawet od innego pytania od takiego pytania do państwa. Przypuszczam, że na pewno słyszycie często pytanie, czy się dobrze czujecie, że słyszycie do często pytanie, czy jesteście szczęśliwi, czy wasze potrzepy są zaspokajane, czy rozmaite trudności na jakie napotykacie w życiu udaje wam się pomysił nie rozwiązać, ale zastanawiam się ciekaw jestem, jak to u Was jest. Czy często słyszycie pytanie o to, czy jesteście dobrymi ludzi? Czy w ogóle tego typu kwestia pojawia się w obszarze waszego doświadczenia? Czy przypadkiem właśnie nie jest tak, że dziś ten język moralności, bo to jest język moralności. Został dość skutecznie, efektywnie zastąpiony w każdym razie językiem psychologicznym, czy też morzera czy psychologizującym. Czy nie jest tak, że zamiast dziś pytać o właśnie dobro, o odpowiedzialność, odsnotę, o zobowiązania wobec innych, no to raczej pytamy o komfort, o rozwój, o granicę, dobrostan czy autentyczność. Tych pojęć, które wymiennie do pojęć na cechowanych moralnie, a w każdym razie zakładających jakieś aspekty moralne. Tych pojęć, które dzisiaj wymiennie się stosuje o na cechowaniu psychologicznym, tu jeszcze w tym naszym spotkaniu, czy też kilkanaście się pojawi. Tak przykładem, który bardzo często przychodzi mi do głowy i który jakimś sensie, mówiąc szczerze, zainspirował mnie do tego, żeby właśnie tą kwestię się zająć, jest przykład, może banalny, może taki, który właśnie wydaje się być, czymś, do czego nie jest specjalnie należy przywiązywać wagę, ale mi się wydaje, że on jest bardzo symptomatyczny. Otóż zdarza mi się czasami co roku i słuchać i nigiedy brać również udział w takich rozmowach, zazwyczaj przed świątecznych, zazwyczaj dotyczy to skondinąc świąt Bożego Narodzania, niej za świąt wielkiej nocy, w których to wystąpieniach czy spotkaniach rozmowach, pada szereg pytań dotyczących tego, jak przetrwać okres świąteczny, w jaki sposób poradzić sobie, z tą niezwykle stresującą sytuację, jaką jest spędzenie kilku, bądź też kilkunastu godzin czasem kilku dni, w gronie rodziny, którą niekiedy nie ma się najlepszych relacji albo też te relacje są bardzo rozrzedzone, a siłą rzeczy w ciągu świąt pewna intensyfikacja tych relacji następuje. Wiadomo to często bywa czas pełen różnych napięć trudności, jakichś sytuacji konfliktowych, ale często są takie rozmowy, takie teksty, takie wystąpienia również rozmaitych ludzi, zajmujących się poradnictwem, psychologicznym czy terapią. I tam się to sakramentalne pytanie, przewija właśnie jak to przetrwać i czy ja w ogóle muszę tam być, jeśli babcia czy też dziadek np. nie robują mojego sposobu życia, krytykują mnie, bądź też zadają mi niewygotne pytania o to, kiedy wreszcie wyjdę za mąż, czy też wezmę ślub albo np. kiedy w końcu zdecyduje się na posiadanie dzieci. I bardzo często w tych różnych rozmowach pojawia się taka narracja, taka perspektywa, która mówi nie, jeżeli dla ciebie to jest doświadczenie trudne, jeżeli kontakt z babcią czy dziadkiem, czy w ogóle twoją rodziną, jest dla ciebie źródłem dyskomfortu, no to po prostu pozwól sobie na to, żeby umiknąć tego kontaktu, nie czuję się w żadnym razie do tego zobowiązany, jeśli sprawia ci to trudności, jeżeli powoduje to u ciebie dyskomfort, to znaczy nie jako automatycznie, że twoje zobowiązanie nie istnieje, czy raczej w ogóle właściwie o żadnym zobowiązaniu tutaj mowy nie ma, jest mowa tylko o tym, jak się ty, czy też ktoś w tej sytuacji czuje, w domyśla, jeśli czujesz się nie dobrze, jeśli czujesz się źle, to znaczy, że po prostu możesz tego nie robić, a ba, masz prawo tego nie robić, zasługujesz na to, żeby tego nie robić, robisz coś dobrego dla siebie, jeśli tego właśnie nie robisz. I przyznał, że to od pewnego czasu zajmuję mnie ten rodzaj dyskursu około świątecznego, bo ponieważ on w moim zdaniem odzwierciedla właśnie ten problem, na który przed momentem zwróciłem państwa uwagę, w nim się to skupia, w nim jest w pewnej kondensacji, no bo w ogóle tak jest, że popularny dyskurs i popularna kultura nam dostarczają różnych takich skondensowanych, paramitycznych obrazów czy przejawów, jakichś głębszych kulturowych procesów, no bo nikt tu nie pyta zazwyczaj, o to jakie ja ty mamy zobowiązania wobec tych osób, z którymi mamy się spotkać w święta, co zawdzięczamy o wejdabci czy też dziadkowi, czy posiadamy względem nich jakiekolwiek zobowiązania moralne, które są niezależne od naszego samopoczucia, czy innymi słowy my mamy obowiązek, czy nie mamy obowiązku, no właśnie jakoś się zachowywać, czy też spełniać pewne również oczekiwania cudze, z uwagi na to, że łączy nas z tymi osobami jakieś rodzaj relacji, czy też rodzaj zależności, w obrębie której nie tylko nasze samopoczucia, ale również nasze zobowiązania są istotne, a nawet w obrębie której nasze zobowiązania stoją wyżej ani jeżeli nasze samo poczucie. Oczywiście to jest sprawa nie powiedziałbym ustalona ściśle od początku do końca, są sytuacje wyjątkowe, kiedy rodzina jest przemocowa, kiedy te relacje przekraczają pewne ramy, które rzeczywiście stają się czymś destrukcyjnym i czymś, co właśnie człowiekowi, przynosi wyłącznie ból, a nie ma żadnego pozytywnego sensu, natomiast powiedziałbym jeśli to się mieści w pewnych ramach, to sądzę, że ten dyskurs dotyczący zobowiązania, a także pytanie o to, czy ja mam czuć się zawsze dobrze i czy wszystkie moje decyzje i mój styl życia i moje zachowania, czy moje wybory muszą być aprobowane w sposób bezwzględny przez osoby z mojej rodziny. To pytanie wydaje mi się jak najbardziej aktywne i zasadne, również pytanie o to, czy np. mój komfort osobisty, jest istotniejsze niż być może ostatnie spotkanie w takim gronie, bo czas płynie ludzie odchodzą i moja obecność, bądź nie obecność w takim a nie innym składzie, może być już ostatnio możliwością, żeby kogoś w ogóle spotkać z kimś, porozmawiać w takiej a nie innej konfiguracji. Ja mówię ten przykład jest więty z popularnego dyskursu z kultury popularnej z takiego powiedziałbym popsychologicznego nurtu, ale właśnie ten nurd popsychologiczny dobrze odzwierciedla to o czym tutaj mówimy, bo rzeczywiście taka jest teza, którą chciałbym postawić, do której chciałbym państwa przekonać, że język moralności został dziś zastąpiony językiem psychologicznym, że pytanie o dobra zostało zastąpione, o pytaniem o komfort, o moje granice, o mój dobrostan, o autentyczność, o szczerość tego, co mam do powiedzenia, bądź co robię skondinąt, to również jest częst wątek w rozmaitych popularnych, psychologicznych narracjach, że ja jestem szczery, że ja mówię w sposób otwarte i bezpośredni o tym, co mnie boli, co mnie dotyka, co mi się nie podoba w innych i ma to być w jakimś sensie rękojmia tego, że to co robię jest dobre, że to co robię jest właściwe i nikt nie może mi nic zarzucić. To jest ta teza, którą państwu tutaj przedstawiam. Teraz oczywiście chciałbym odwołać się do kilku autorów, nie jest to teza, którą wymyśliłem, którą sam wpadłem, jest to teza, która pojawia się w myśleniu o współczesnym świecie, o współczesnym człowieku, już od kilku dziesięciu lat, co najmniej, nie ma ona właściwie takiego jednego autora, czy nie jest obserwacją poczynioną przez konkretnego jednego myśliciela, czy myślicielkę, pojawia się niejako równolegle w kilku miejscach, po to często tak jest skoniną w refleksji kultury. wytórowej, że różni autorzy z różnych stron, z różnych punktów widzenia wychwytują nie jako ten sam trend i na różne sposoby nadają kształt tej diagnozie. Rzeczywiście ten to przejście od powinienem, czy powinnam doczuję, to jest coś, co bywa obserwowane już mniej więcej w latach 50, 60, można by szukać źródeł czy pierwszych obserwacji dotyczących tej zmiany u Filipa Rifa. To jest bardzo ciekawy autor, którego chciałbym Państwu polecić niezmiernie. Filip Rift to amerykański socjolog mąż Susan Sontak skondinont w etle pewnych dobrze udokumentowanych źródeł Susan Sontak, co najmniej wspomagała Filipa Rifa intelektuchach nie, więc nie wykluczone, że rozmaite obserwacje poczynione przez Filipa Rifa w latach 60 dotyczące współczesnej kultury terapéudycznej, bo właśnie Riff bodaj chyba po raz pierwszy użył tego określenia, są tak naprawdę obserwacjami w znacznej mierze autorstwa Susan Sontak, takie dzisiaj biograficzne narracje o Sontak są, że całkiem sporo Filip Rift jej zawdzięcza nie chcę wnikać w te kwestie i nie chcę tego tutaj rozwijać w każdym razie Filip Rift jest autorem takiej książki The Three of the Terapity, kto się nazywa, w której rzeczywiście to pojęcie kultury terapéudycznej tworzy i definiuje. Filip Rift opisuje nowoczesność w tej książce jako epokę, w której kultura całościowo, kultura jako pewna całość, to przestaje właściwie formować człowieka przez zakazy ideały i hierarchie sensu. Natomiast zaczyna formować go i orientować go na samorealizację, na psychiczną ulgę, na rozwijanie niejako pewnej sfery emocjonalno wewnętrznej. To jest istotne przesunięcie, o ma się odzwiercietla rzecz jasna w różnych nurtach terapéudycznych czy psychologicznych, charakterystycznych dla lat 60-tych i 70-tych, takimi emblematycznymi postaciami, które właśnie budują całą psychologiczną opowieść o człowieku. W kontrze zresztą do psychoanalizy, co ciekawe, wokół tych pojęć samorealizacji i realizacji wewnętrznych potencjałów, doświadczenia ekstetycznego, doświadczenia pewnego typu właśnie stanów ekstetycznych jako szczytowych stanów, jako czegoś dobrego, dobrego, moralnie, takimi emblematycznymi postaciami, tamtego czasu w psychologii, psychoterapii są Abraham Maslow i Carlo Rogers. Fritz Perl również twórca, jeden z twórców terapii Gestalt. To jest rzeczywiście coś, co pojawia się w tamtym czasie. Czyta to wszystko pilnie Philip Riff, który jest autorem tejże książki detrująfów ze terapii o tej, ktoś mi tutaj dzwoni przepraszam, więc dlatego przez moment się zdekoncentrowałem. W każdym razie Philip Riff, tejże książce, którą wspomniałem, powiada ten sposób formowania, czyli dostarczania tak zwanych narracji tożsamościowych, ten sposób opisywania, opowiadania w kulturze dotąd obecny. Takie, w której człowiek otrzymuje przede wszystkim pewną ramę myślenia osobie i o rzeczywistości, w której dążenie do osiągnięcia pewnego ideału, zobowiązanie moralne, pewnego typu granice, ale nie granice jego wewnętrz, na tylko granice moralne, obowiązki, nakazy i zakazy. Sensy, które konstytują jego sposób widzenia świata i konstytują również jego podmiotowość, one stopniowo, pod wpływem zarówno rozprzestrzeniającej się w obrębie kultury współczesnej, psychoanalizy, jak i właśnie tych nurtów psychologii humanistycznej, zostają zastąpione przez tą perspektywę psychologiczną. I teraz odzwiercie dla się to zdaniem rifa, w pewnego typu zmianie w obrębie, to jest bardzo ciekawe bątek. Proszę go też spróbować przyłożyć do własnego doświadczenia, czy do własnego życia. Ten wątek wróci również u Ewy Illus już za chwilę, otóż odzwiercie dla się to w takim powiedziałbym podstawowym zmaganiu, czy podstawowym wymaganiu, które przed nami stoi. W tej takiej podstawowej trudności, czasem to nie jest trudność oczywiście, ale nazwijmy to właśnie, nie wiem, zadaniu życiowym, które przed nami stoi. Więc Riew powiada dotąd do tego momentu aż rozwinęła się współczesna kultura terapoutyczna. Ona zresztą w latach 60. 20 wieku była nieskończeniem niej rozwinięta niż jest teraz. Oczywiście w tamtym czasie miała ona powiedziałłbym znacznie więcej stron pozytywnych niż dziś, została przengnięta niemal całościowo, taki rynkowy, rynkowo machinę. Natomiast wtedy w latach 60. częściowo w każdym razie była włączona w kącz kultura. To bardzo dobrze widać o różnych obszarach życia tamtejszego. Ale różne postacie, które właśnie sympatyzowały w każdym razie i skąd kulturą z tą zmianą, która wraz z ruchem hipisowskim się pojawiła, także zmianą na przykład światopoglądową. Odwoływały się często do tego języka, najbardziej spektakularnym przykładem tego typu Absorpcji, owego dyskursu samorealizacji, jest proszę Państwa brusli. Proszę zerknąć do takiej książki, która została złożona z różnych myśli i rozważań brusali przez jego żona linde już po jego śmierci. To się nazywa, bo daj do tałów, do jidku, do. I tam brusli posługuje się językiem Abrahama Maslowa i Carla Rogersa. Brusli mówi o samorealizacji o tym rzaczłowiek powinien swoje potencjały realizować w tradycyjnym języku chińskiej kultury, kunkfu, tradycji kunkfu i w ogóle tradycji chińskich wschodnich sztuk walki, z której brusli się wywodził. Nie było w ogóle takich koncepcji, te ścieżki, te tradycje nie miały prowadzić do samorealizacji czy realizacji potencjału, były przengnięte bardzo ścichla w kultury moralne swoich epok, swoich kultur. Natomiast przypadku brusali, który oczywiście jest postacią wspaniałą i nie osmieliłbym się powiedzieć tutaj ani jednego negatywnego słowa obrusieli. Wresz przeciwnie jest tam jego wielkim fanem od dziecka. No, w każdym razie on jest taką właśnie emblematyczną postacią, która absorbuje ten język. No więc właśnie to podstawowe zmaganie, ta podstawowa, ten podstawowe zadanie człowieka zmienia się ze zmagania z własnymi słabościami, ze zmagania z własną ciemną stroną, ze zmagania z własną grzeżnością, z dążeniem do dobra, zmienia się na to, że musimy przepracować swoje dzieciństwo, że musimy przepracować swoje emocje, że musimy nauczyć się być w relacji, która jest relacją satysfakcjonującą, w której realizujemy swoje potrzeby w której uczymy się także pomagać innym realizować swoje potrzeby. Czy to jest zjawisko pozytywne czy negatywne w całości, trudno oczywiście ocenić, to nie o to chodzi, że pojawienie się w ogóle tej perspektywy doświadczenia wewnętrznego, potrzeb emocjonalnych całej sfery człowieka psychologicznego, który wyrasta na gruncie psychoanalizy i różnych nurtów psychoterapeutycznych, które z niej się wywodzą, to samo w sobie oczywiście jest czymś wydaje się potrzebnym i ważnym. To znaczy ten rodzaj sfery, która się w dyskursie psychoanalitycznym, psychologicznym, psychoterapeutycznym odsłania, to zwrócenie uwagi na pewne aspekty ludzkiego doświadczenia, dotąd być może mniej albo wcale drane pod uwagę. To jest zjawisko ze wszechmier pozytywna, samo zwrócenie uwagi na istnie niezjawiska nieświadomości. Też ma taki, myślę, głęboki poznawczy sens i głęboką poznawczą korzyść przynosi. Natomiast problem polega raczej na tym właśnie głębokim przeorientowaniu jakby całego sposobu myślenia właśnie na ten psychologiczny. I tym samym rodzaj takiej marginalizacji tych wątków, które wcześniej z kolei były istotne i organizujące dla kultury. Słowę pytanie, czy to słuszne, czy to dobre, dzisiaj zamienia się na pytanie, czy to mi służy, czy ja się z tym czuję dobrze, jak ja się z tym czuję. To jest to takie zgrubsza, zgrubsza przesunięcie, o którym mówimy, na które również zwraca uwagę Ewa Illus, socjeloszka Izraelska, znakomita, która jest autorką kilku książek, które zostały też przetłumaczone na język Polski. I tu zwróciłby państwa szczególną uwagę na książkę, dlaczego miłość rani, na książkę uczucia w dobie kapitalizmu i na nie przetłumaczoną na Polski wciąż jeszcze niestety książkę "Saving the Modern Soul". To właśnie ta ostatnia książka w sposób taki najbardziej konkretny, bezpośredni traktuje o zagadnieniach, o których tutaj mówimy. Chociaż i w jednym i w drugim tomie wcześniejszym też te wątki się pojawiają. Ewa Illus, mówię mniej więcej to samo, co w "Philip Reef" skąd inną dodwołując się do analizy to w książce, dlaczego miłość rani, 19-owiecznej prozy kobiecej, Jane Austen na przykład i tam analizując te bohaterki i zestawiając jest współczesnymi bohaterkami, także współczesnymi opowieściami rodem skultury popularnej czy poptera pautycznej i Lus powiada coś się bardzo istotnego zmieniło. To mianowicie, że poczucie wartości, poczucie pewnej wewnętrznej stabilności, takiego poczucie jakiegoś wewnętrznego rdzenia nazwijmy to. Kiedyś Czerpano przed erą kultury tera pautycznej, Czerpano z poczucia pewnej integralności moralnej. To znaczy te bohaterki prozy 19-owiecznej, ona nie owszem cierpią z miłości, owszem dla nich miłości jest czymś fundamentalnie ważnym, ale istotne są również inne konteksty, kontekst społeczne, kontekst rodzinne i pytanie podstawowe. To jest pytanie, czy ja się zprzeniewierzam swojemu systemowi wartości, czy ja się zprzeniewierzam systemowi wartości, który jest ważne dla nie wiem mojej społeczności, czy ja jestem osobą integralną moralnie czy nie. Natomiast współcześnie mówi Lus w zasadzie poczucie wartości, definiowane jest przez poczucie satysfakcji emocjonalnej. To za, najczęściej bywa definiowane właśnie przez pomyślną relację taką, w której człowiek samo realizuje własne potrzeby emocjonalne, w której te potrzeby emocjonalne są zaspokojone. Jeżeli nie da się takiej relacji zbudować, jeżeli ze zbudowaniem takiej relacji są trudności, no to wówczas należy poddać się rozmaitym formą pomocy psychologicznej, psychoterapii i nie tylko. Co ma na celu przywrócenie tego poczucia wartości poprzez wykształcenie pewnych umiejętności pozwalających na wchodzenie w atrakcyjne relacje. Ewailus dużo pisze o takim właśnie przesunięciu, o którym powiedziałem, ale akcentuję też, co rief robiło oczywiście wniejszą stopnię, bo to były inne czasy, ale akcentuję też bardzo rodzaj takiego przechwycenia właśnie tej sfery psychologicznej pop, psychologicznej pop, terapetycznej przez rynek. Wskazuje na to, że po pierwsze koncentracja na sferze emocjonalnej osobistej staje się coraz intensywniejsza. Ośrodkowy rdzeń podmiotowości, że zarazem ten język staje się językiem zarządzania językiem biznesowym, że o relacjach, emocjach i innych bardzo osobistych intymnych sprawach zaczyna się mówić takim językiem, jakim mówi się o korporacji, o biznesie. W sumie emocje są pewnym kapitałem, tym kapitałem się zarządza, relacje stają się przedmiotem, czy obszarem negocjacji, kalkulacji, kształtowania kompetencji emocjonalnych. W momencie, kiedy te relacje nie są wystarczyłem, co satysfakcjonujące to się oczywiście z nich wychodzi, pojawia się cała infrastruktura, relacji, relacyjna nazwimy, to gdzieś mamy również cały szereg aplikacji, które pracują algorytmicznie nad dobieraniem nam odpowiednich partnerów, którzy mają w pełni zaspokoić nasze potrzeby fantazje i oczekiwania, przy czym oczywiście cała infrastruktura, którą operujemy nakierowana jest na to, żebyśmy tych partnerów ciosz wyszukiwali, no nie jest w interesie aplikacji, żebyśmy po jednym tak zwanym meczu już nie wrócili do korzystania z niej, bo wtedy dezaktywujemy konto, rezygnujemy za bonamentu, więc oczywiście w interesie aplikacji jest, żebyśmy tych partnerów szukali jak najwięcej, ergo w interesie tych aplikacji jest, żebyśmy czuli się w ciosz o samotnieni. I rzeczywiście jest to jakiś paradok z współczesności, na które i w tym wystąpieniu Państwa chciałem zwrócić uwagę, że my bardzo dużo dzisiaj mówimy i mamy mnóstwo narzędzi od wszystkich kwestii emocjonalnych i od wszystkich kwestii psychologicznych. Jak nigdy wcześniej ta ilość i aplikacji i gabinatów terapoutycznych i warsztatów kołczyńgowych i wielu innych jeszcze oferty dla osób, które doświadczają jakiegoś rodzaju wewnętrznego wulu, czy cierpienia, czy pomieszania jest ogromna, natomiast liczba osób, które się z tym zmagają z tymi problemami rośnie. To jest fenomen, na który zwrócił uwagę inne autor, którego chciałbym tutaj Państwu przywołać, czyli James Hillman. James Hillman, amerykański psycholog, psychoterapeuta, uczeń Karla Gustawa Jąga, niewierny uczeń, który wobec Jąga jest mniej więcej tym, kim wobec Freud był Jąg, bo skala tego buntu i też reakcji w tym przypadku niesamego Jąga, tylko środowiska, bo Jąga skupionego na Hillmana właśnie przypomina te słynne reakcje. Słynne reakcje ostra Freud i kręgów psychanalitycznych na cherezję, której Jąg się dopuścił i schizmę, której się dopuścił na bardzo wczesnym etapie rozwoju myśli psychanalitycznej. W każdym razie mógłbym długo mówić o Hillmanie, bo jest to jeden z moich ulubionych autorów, ale tu chciałem zwrócić Państwa uwagę na jedną jego książkę, która się nazywa "We've had a 100 years of psychoterapii and the world's getting worse", czyli psychoterapia ma już 100 lat, a ze światem jest coraz gorzej. Tam Hillman podejmuje ten wątek relacyjny, podejmuje wątek miłosny. Cytując skondinąc Santajane, George Santajane, który miał taki bomb od właściwie o miłości, zapytany kiedyś o to, tak to relacjonuje Hillman u Santajane tego, nie znalazłem bezpośrednio, nie wiem, nie szukałem też oczywiście jakoś specjalnie, ale zapytany ongiś o to, i onki się otworzył. Co jest tajemnicą miłości właśnie? Santajana rzeku, że nie ma żadnej tajemnicy i nie ma żadnych racjonalnych możliwości, żeby to wyjaśnić. Tajemnicy takiej do odkrycia w każdym razie, ale psychoanalytyczna refleksja po prostu zakochujemy się w tym a nie innym człowieku, bo to jest ten a nie inny człowiek. Ale to wątek poboczny. W każdym razie Hilman rozważa tam w pewnym momencie. Kwestię bardzo ściśle w nawiązaniu właśnie do tych rozważani ilu, schwać on tego bezpośrednianie robi. Tak książka jest też z początku lat 90. Otóż, otóż powiada Hilman bardzo często kiedyś bywało tak, że ludzie łącząc się w parę, zastanawiali się, co ludzie powiedzą, i że ten kryterium tego, co ludzie powiedzą, było jakoś kryterium istotnym. Oczywiście zawsze był ten mit wspaniały gnostycki, jak to Denizde Różmą w swojej książce miłość kulturze zachodu pokazał miłości przeciw światu. To znaczy takiej miłości, która się realizuje poza wspólnotą i przeciw wspólnocie. I ten mit zdominował nasze doświadczenie miłosne, to te zada różmonta, Ewa ilu, zbyt się z tym skąd idąc godzila. Natomiast Hilman mówi, w tym była pewna mądrość. To znaczy było właśnie myślenie w kategorii naszego zobowiązania wobec wspólnoty. Tego, że my nie jesteśmy monadami, które funkcjonują w oderwaniu od innych, że nie jesteśmy ludźmi funkcjonującymi w próżni, tylko łączy nas sieć zależności z resztą. I ta sieć zależności jest istotna i nasza świadomość tego, że łączą nas to zależności z innymi. Odzwiercie dla się właśnie, w tym, że zależy nam na tym, co ludzie powiedzą. Że to nie jest wcale takie płytkie, że się nad tym zastanawiamy, to oczywiście nie oznacza, że możliwe są tylko relacje i związki, które z automatu dostają społeczną akceptację, bo może być tak, że dzisiaj ludzie mówią coś złego i nie akceptują tego związku. Ale za lat 10, jeśli my, my w cudzysłowie, jeśli ktoś, kto właśnie na taki krok się decyduje, na za dziesięć lat może docenią, może zobaczą, że wtedy myśleli o tym, nie tak, jakim to było, realnie. Chodzi o to, że ta krytyka Ilmana, bardzo w duchu i rifa i ilus, to jest krytyka, która powiada dziś kultura, mówiąc za Chrystoferem Laszam, kolejny małdorem tutaj bardzo istotnym. Skupia się w sposób obsesyjny na introspekcji, na analizie własnych emocji, na naprawianiu siebie na tym, jakby źródło sensu znajdowało się wyłącznie we wnętrzu jednostki, w takim doświadczeniu psychologicznym. Jakby właśnie dyskomfort, tożsame był ze złem, a komfort tożsame z dobrym, jakby na szczycie hierarchii wartości stało bardzo dobre samo poczucie doświadczenia szczytowe, jak mówiła Braham Maslow, a na dole doświadczenie dyskomfortu, trudności, może rozpaczy, może smutku, może poczucia winy, zwłaszcza poczucie winy nie ma dobrej prasy. No, tymczasem mówi Hilmanta Emocje. Wszystkie mają jakieś swoje miejsce w spektrum naszego doświadczenia, opisują coś, pokazują nam w jaki znajdujemy się sytuacji. Jeśli słowem jestem winy, to dobrze, że mam poczucie winy. To poczucie winy jest adekwatnym stanem, w którym się znajduje, jeśli faktycznie jestem winy. Natomiast doświadczenia szczytowe, doświadczenia o charakterze ekstatycznym są czymś, co jest na porządku dziennym upot palaczy czy seryjnych morderców. Oni często opisują te momenty, w których dokonują zbrodni, jako momenty, absolutnie takie odpowiadające opisom doświadczenia szczytowego u Abrahamama Slawa czy doświadczenia przepływu, flow u Michaligo, Cikshant Michaligo. One są poza dobrem azłę, innymi słowy i mieszanie ich z tą sferą i sugerowanie, że jest coś dobrego w tym właśnie, co ekstatyczne, co przyjemne, prowadzi jednak pomieszania porządków. No i tutaj dochodzimy do momentu, który wydaje mi się fundamentalny, to znaczy do pytania o to właściwie wyjściowego, o to, jak przywrócić poniekąd język moralności, czy zobowiązania, czy odpowiedzialności do współczesnego dyskursu, bo proszę zwrócić uwagę to, co Hilman mówi o wspólnocie o tym, że taki rodzaj monadyczności w jaką ta kulturatera płytyczna nas w prawie odcina nam dostęp do całej sieci społecznej, w której tkwimy wprost prowadzi do samotności. To znaczy ludzie skoncentrowani i skupieni wyłącznie na budowaniu własnego dobrostanu stają się coraz mniej skomunikowani ze sobą, ponieważ dobrostan mój jest czymś, co albo kosztem, albo zupełnie niezależnie dobrostanu, od dobrostanu innych ludzi może się realizować, bardzo często tak jest. Tymczasem ten rodzaj zobowiązania moralnego, ten rodzaj świadomości moralnej, ten rodzaj myślenia o moim obowiązku o wartościach, które są dla mnie istotne wobec o zobowiązaniach czy też o mojej odpowiedzialności, jako o tych punktach odniesienia, które są ważniejsze od mojego samo poczucia, wobec których czy na rzecz których ja mogę również ponieść ofiarę z własnego samo poczucia, a nie kiedy co jest centralną figurą kultury chrześcijańskiej, także ponieść ofiarę z samego siebie. To znaczy ta figura w centrum kultury chrześcijańskiej, figura boga, który stępuje na ziemię i składa siebie w ofierze na rzecz innych, doświadcza tego cierpienia, przechodzi przez nie od początku do końca. Stoi na antypodach tego egocentryzmu czy skupienia monadycznego, monadycznego skupienia na sobie jakie mamy we współczesnej kulturze. Ale to, co wydaje mi się bardzo ciekawe w tym Hilmanowskim myśleniu i co dzisiaj się bardzo potwierdza w statystykach to, to, że zapomnienie o stwarze moralnej de facto produkuje samotność. To znaczy, że to myślę bardzo trafnie również pokazuje w swoich powieściach Michel Welbeck, że ludzie pozbawieni tego aspektu, nazwimy to werytykalnego, tego aspektu związanego z pytaniem o cel sens przekraczający tylko moje ja, mój dobrostan, stają się ludźmi, choć teoretycznie ma to wszystko pracować na ich rzecz, ma ich wyzwalać z tego zobowiązania, która jest wyłącznie opresyjna, która jest reliktem opresyjnych czasów. W gruncie rzeczy, bo wiąże się również samo ograniczeniem. Wiąże się z tym, że różne moje potrzeby i potencjały być może nie zostaną za spokojane, a nawet, że powinienem je powsiągnąć, co też wydaje się zupełnie na antypodach tego myślenia, o którym mówię, otóż bohaterowie Welbecka i bohaterki stają się ludźmi, głęboko nieszczęśliwymi, głęboko samotnymi. A jednocześnie są ludźmi, którzy wierzą w te obietnice, samorealizacji, wierzą w obietnice, realizacji własnych potencjałów, itd. itd. No ale dlaczego? Tak jest, to tamyś filmana, niech z nami zostanie. No właśnie dlatego, że kiedy przestaje myśleć o innych, kiedy przestaje kierować się na coś innego niż tylko ja sam, kiedy przestaje rozumieć, że wobec innych mam zapowiązania moralne, że jestem za nich, również w pewnym zakresie odpowiedzialne, no to takie społeczeństwo, w obrębie którego taka perspektywa staje się czy zaczyna być dominująca, staje się społeczeństwem coraz bardziej samotnym, staje się społeczeństwem narcystycznym o czym z kolei pisywał sporo Christof Erlash w owych. Owej słynnej kulturze Narcyzmu, książce napisanej w latach siedemdziesiątych jeszcze, a aktualnej dziś jeszcze bardziej niż kiedyś. Przypominam się też bardzo ciekawe fragment z książki "Hillman The Souls Code". Koduszy, to jest ciekawa książka proponująca zupełnie inny sposób myślenia o biografii o doświadczeniu biograficznym. "Hillman mówi, patrzmy na swoje życie niejako na produkt naszego dzieciństwa, niejako na coś, co jest takim porządku determinacji od fazy wcześniejszej, do fazy późniejszej realizowane", tylko patrzmy na niejako, w ramach ćwiczenia intelektualnego. To nie jest postulat, jak to się mówi, ontologiczny, on nie twierdzi, że tak jest naprawdę, ale mówi, że spróbujmy w ten sposób na to spojrzeć, może to się okazać ciekawe ćwiczenie. Otóż powiada, spójrzmy na to, jako na coś, co jest niejako, już gotowe w momencie, kiedy się rodzimy. Jest w nas jakiś dajmon, mówi "Hillman używa do tego skąd inną platańskiego mitu, właśnie od duszy, która przychodzi już gotowa niejako, bo zna przebieg swojego losu w momencie, kiedy przychodzi na świat, wybiera sobie to okoliczności, żeby jej indywidualny los, indywidualne przeznaczenie mogło zostać zrealizowane". I tak spróbujmy, mówi, "Hillman popatrzeć na nasza życie". Zobaczmy nasze trudne doświadczenia, zobaczmy nasze dzieciństwo, kiedy bardzo trudne i nieszczęśliwe, nie jako kajdany, które zniewalają, tylko jako penrodzaj, nie takiego bezprecedensowego, spersonalizowanego treningu, który czyni nas z tymi specyficznymi, unikalnymi jednostkami, jakimi jesteśmy, nawet jeżeli to są bardzo trudne doświadczenia, to pozwalają nam one spojrzeć na rzeczywistość w taki a nie inny sposób, stanowią rodzaj niekiedy bardzo trudnej, bardzo ciemnej, ale inicjacji, która pozwala nam dostrzec pewna aspekty świata inaczej dla nas niedostrzegalna. Z tego mówi, "Hillman możemy wtórnie skorzystać w dorosłości", możemy spróbować wziąć te nauki i jakoś pójść z nimi dalej skorzystać z nich, żeby być może właśnie jakoś własną, unikalną perspektywę w świecie zbudować. I teraz jak "Hillman" zaleca, żeby odkrywać w sobie ten rodzaj osobistego dajmona przeznaczenia, jak zwał, tak zwał. To jest bardzo ciekawe i tu też jest kwintesencja. I to moim zdaniem oznacza być je dobrym człowiekiem od razu powiem. Prawdzie zapowiadałem, że nie zdefiniuję tego tematu i to nie jest definicja mocna, ale ona wyraża pewną postawę, która jak sądzę jest tutaj niezbędna. Otóż "Hillman" mówi, nie zastanawiaj się nad tym, jaki jest swój wewnętrzny potencjał, jakie są twoje potrzeby, jakie są tutaj twoje emocjonalne zasoby, kapitały i tak dalej, co możesz rozwijać. Popatrz, w czym jesteś pożyteczny dla innych? Popatrz, co z tego, co robisz? Przynosi ludziom jakąś korzyść, jest dla nich źródłem pocieszenia, jest dla nich źródłem radości, karmi ich, pomaga im. Czy nie ich życiu jakąś zmianą konstruktywno? Zatem iść to właśnie, to właśnie jest ta droga, którą warto pójść. Proszę zwrócić uwagę, jest to zupełnie coś innego niż takie standardowe myślenie, o tym, żebyśmy szukali, szukając pomysłu na życie, no właśnie tego, co przede wszystkim na samych uszczędźliwiat, co nam daje poczucie zadowolenia, co przynosi nam jakiś rodzaj takiego doświadczenia przyjemności. Tak myślę, że dziś być dobrym człowiekiem, no to na pewno być kimś kto patrzy gdzie jest pożyteczny dla innych, gdzie w jakiś sposób innym się przydaje, innym pomaga i idzie za tym. Nie chodzi o to, od razu to jest, jak wiadomo, czas kultury terapiątycznej, więc nie chodzi o to, żeby z kolei całkowicie siebie negować w tym, albo żeby osobie całkowicie zapominać, bo to często zresztą prowadzi do takiego baklaszu, mówiąc językiem popularnym, to znaczy do tego, że człowiek coś robi, robi, robi, składa się w ofierze w cudzysłowie, w gruncie rzeczy wcale tego nie robi świadomie, nie chcę tego zrobić, bez intencji ofiarniczej to robi z jakichś innych powodów. I na końcu ma odbicie w drugą stronę, bo już jest tak wściekły na tych wszystkich komu pomóg, że bo wtedy rezygnował z różnych rzeczy, które dla niego były istotne, że zasadzie efekty jest odwrotny. Nie, tłumowa o tym, żeby iść za tym, co dla innych jest konstruktywne, pomocne, właśnie w bardzo świadomy sposób. I teraz już koniec chcę przejść do wątku dyskusyjnego, dodałam nadzieję, że udało mi się bez żadnych korków i perturbacji do jechać do państwa, postulat, który dałem w zapowieci tej pogadanki, tego żeby wrócić do tego języka wartości zobowiązań, od razu mówię, bo to jest istotne. Ten powrót, on nie musi, w ogóle nie musi, on nie oznacza po prostu postulatu odrzucenia języka psychologicznego. Ten język psychologiczny jest niezwykle ważne przynosi mnóstwo wglądu i często po prostu pomaga uporać się z trudnościami, przeciwnościami, pozwala stać się lepszym człowiekiem również, to jest też istotne. No bo na nieświadomości czy w stanie nieświadomości na pewno jest to bardzo trudna, chodzi tylko o to, żeby przywrócić proporcję. Na pewno jest tak, że język psychologiczny i w ogóle cała ta ten nurt psychoterapeutyczny, czy to głęboka szoroka tradycja psychoterapeutyczna, pozwala lepiej siebie i innych rozumieć. Ale dyskurs moralny pozwala mówić o tym, kim się warto stać. Co warto robić, co robić trzeba, czego robienie jest naszym obowiązkiem. Wytrąca nas takiego skrajnego egoizmu, który ostatecznie okazuje się być skrajną samotnością. Na końcu egoista jest zawsze człowiekiem samotnym, to jest prawda, która jest głęboko reprezentowana w kulturze obywatel Cain. Proszę ten film o sobie przypomnieć, myślę, że to jest jedna z lepszych takich opowieści, które to jakoś pokazują, ale nie tylko. Więc przypomnę, czy zaproponuję, żebyśmy sobie przypomnieli o takich słowach właśnie jak dobre zobowiązanie odpowiedzialność. To jest coś, myślę o czym warto pamiętać. No i tyle, tyle chyba w ciałem państwu powiedzieć. No i bardzo jestem ciekaw, jak państwo o tym myślą i jak państwo dowicą po prostu.

Podcast Summary

Key Points:

  1. Tomasz Stawiszyński przedstawia nową książkę "Przynnik Alchemiczny" z premierą 20 maja o 19 w Bigbook na ulicy Koszykowej w Warszawie.
  2. Czytelnikom oferowana jest możliwość zakupu czynnika Alchemicznego przed premierą z dużym rabatem, szczególnie dla osób wspierających podkast.
  3. Głównym tematem wystąpienia jest przesunięcie od języka moralności do języka psychologicznego, w którym dominuje poczucie komfortu, a nie obowiązki.
  4. Przykład rozmów w okresie świątecznych pokazuje, że ludzie mogą odmawiać kontaktów z rodziną, jeśli czują dyskomfort, co pokazuje brak zobowiązań moralnych.
  5. Autor zauważa, że współczesna kultura terapeutyczna zastąpiła język moralności, zmieniając myślenie o dobro, odpowiedzialności i zobowiązaniami.
  6. Ewa Illus i Filip Riff pokazują, że poczucie wartości dziś definiowane jest przez satysfakcję emocjonalną, a nie przez moralność.
  7. James Hillman podkreśla, że zabrakło świadomości zobowiązania moralnego prowadzi do samotności i niewiarygodnego egoizmu.
  8. Być dobrym człowiekiem oznacza patrzeć, gdzie się pożyteczne dla innych, a nie tylko na własny dobrostan.

Summary:

Tomasz Stawiszyński ogłasza premierę swojej książki "Przynnik Alchemiczny" 20 maja o 19 w Warszawie, zapraszając do spotkania autorskiego w Bigbook na ulicy Koszykowej. W tym samym czasie oferuje zakupy czynnika Alchemicznego przed sprzedażą z dużym rabatem dla wspierających podkast. Głębokiej refleksji przeprowadza nad przesunięciem kulturowym od języka moralności do języka psychologicznego, gdzie dominuje poczucie komfortu, a nie zobowiązania.

Przykład rozmów w sytuacjach świątecznych pokazuje, że ludzie odmawiają kontaktów z rodziną, jeśli czują dyskomfort, co wskazuje na brak moralnych zobowiązań. Autorytetów takich jak Filip Riff, Ewa Illus i James Hillman pokazują, że współczesna kultura terapeutyczna zastępuje koncepcje odpowiedzialności i wartości moralnych przez poczucie satysfakcji emocjonalnej. Hillman podkreśla, że brak świadomości zobowiązań prowadzi do samotności i egoizmu.

Wnioskowanie końcowe: bycie dobrym człowiekiem oznacza nie tylko wyrażanie własnych potrzeb, ale też spostrzeganie, gdzie się pożyteczne dla innych, a pomoc jest istotna dla rozwoju społecznego.

FAQs

Premiera książki zajdzie 20 maja o 19:00 w Bigbook na ulicy Koszykowej w Warszawie.

Tak, sprzedaż czynnik Alchemiczny trwa od 20 kwietnia, zarówno w sklepach jak i w sklepie internetowym wydawnictwa Wielka Litera.

Tak, wszyscy wspierający podkast otrzymują specjalny kod rabatowy, który daje znaczny zwrot na zakupy czynnik Alchemiczny.

To oznacza, że pytania o dobro, odpowiedzialność i zobowiązania wobec innych są zastąpione pytaniami o komfort, granice i dobrostan osobisty.

Tak, według autora, nawet jeśli kontakt z rodziną wywołuje dyskomfort, istnieje moralne zobowiązanie wobec tych osób, które są częścią naszej relacji.

Psychologia odgrywa kluczową rolę w analizie emocji i relacji, ale może prowadzić do marginalizacji koncepcji moralnych i zobowiązań społecznych.

Chat with AI

Loading...

Pro features

Go deeper with this episode

Unlock creator-grade tools that turn any transcript into show notes and subtitle files.